Bojan
Młody wój, w spokoju dopił dzban miodu, spojrzał jeszcze ostatni raz do sakwy, w środku, pobrzękiwały dwa denary i kilka guzików
*A niech tych skurczybyków, ogień pochłonie... tyle zapłaciłem za rejs tutaj, że starczyło jeno na miodu dzban...* - Pomyślał Bojan...
Zapakował swój łuk, poprawił kołczan, przeliczył dokładnie ilość oszczepów, sprawdził ostrość swojej szabli i zmierzwił brodę.
*Jak tak dalej pójdzie, to będę musiał sprzedać swój "dobytek"! Mam nadzieję że uda Mi się coś zarobić na ten wyprawie...* - Znów natłok myśli.
Dwójka jego współpracowników przedstawiała się sobie, uznał że warto będzie nawiązać jakkolwiek szumnie zwane "nici przyjaźni" a choćby i dlatego, aby współpraca była efektywniejsza -
- Bądźcie pozdrowieni, zwą Mnie Bojan. Przez czas najbliższy, będziem zdani na Nasze umiejętności. Żywię głęboką nadzieję, iż wiecie którą stroną miecz się trzyma... Wolałbym nie dopuścić do sytuacji, gdy przez niekompetencje jednego z Nas, ktoś mógłby zginąć...
- Urwał na chwilę, i poczekał na jakąkolwiek reakcję. Odwrócił się na pięcie i ruszył na statek. Na odchodne, dodał jeszcze:
- Nie żywcie urazy Waćpanowie, wszak każdemu chodzi jeno aby sakwy i brzuchy napełnić, i cało z wyprawy wrócić... Czyż nie? - Uśmiechnął się nonszalancko, i zniknął za burtą okrętu "Mroczna Dziewica".
Na okręcie, był już jeden z jego nowych kompanów.
Ten, ułożył się na pryczy, ziewnął potężnie, i usnął. Bojan uznał, że nie warto go budzić dla lepszego poznania.
Zajął pryczę obok, i rozmyślał na temat jego... ICH przyszłej wyprawy.