Pozwole sobie zwrócic ci uwage(jeżeli już ją sobie zwracamy ) ,że zdania nie rozpoczynamy od małej litery. ;]
Zaś ja pozwolę sobie zwrócić uwagę, że gdy zwracamy się do innych osób, to także nie korzystamy z małej litery. Nie pisze się "tobie", "ciebie", "ci", gdyż jest to traktowane jako przejaw braku szacunku wobec rozmówcy. Ty cały czas używasz małej litery, co nie jest ani poprawne, ani zbyt grzeczne.
Wytykasz innym błędy ortograficzne, a ja zerknąłem tylko do Twoich postów z dwóch ostatnich stron i:
przemieżając
przemierzając
napewno
na pewno
histori
ii
niepotrafisz
nie potrafisz
podejżewam
podejrzewasz
poprostu
po prostu
usunołem
usunąłeś
co do J. Polskiego
"j. polski" piszemy z małej
niektóży
niektórzy
Pozatym
poza tym
któży
którzy
urzytkowników
użytkowników
odemnie
ode mnie
kwesti
ii
grozny
Zdecyduj się - albo Grozny, albo groźny. ;P
kłutnią
kłótnią
błache
błahe
niespodziankom
w tym wypadku - niespodzianką
pominołem
Pominąłem już wyrazy, w których nie było polskich znaków, jak np. "wiekszej", "nastepnym", "wspomne" itp.
Aha, jeszcze jedno. Taka mała rada na przyszłość - przecinki stawia się bezpośrednio po wyrazie, a spację stawia się dopiero PO przecinku, nie przed. Inne metody stawiania znaków przestankowych są NIEPOPRAWNE.
Niby się Ciebie, pasterz, trochę czepiłem, ale tak naprawdę w sporej części przyznaję Ci rację. Mnie co prawda nie przeszkadza, że ktoś pisze bez polskich znaków. Ba, nie przeszkadza mi nawet to, że ktoś robi błędy, bo każdy z nas je robi - jedni mniej, drudzy więcej, ale jednak (pamiętam jak prof. Jan Miodek walnął dwa orty w nazwisku mojej koleżanki, gdy po gościnnym wykładzie dawał jej autograf) - i właśnie to, że każdy je robi, chciałem pokazać tym trochę zbyt czepialskim postem. Przeszkadza mi za to jedno - totalne olewactwo w sprawach ortografii i gramatyki. Cholernie modna się stała postawa "jestem dyslektykiem, więc mogę sobie robić błędy". Za moich czasów nie było żadnej pieprzonej dysleksji, dysgrafii, dysortografii i innych takich pierdół. Po prostu dostawało się dwóję (później weszły jedynki) z dyktanda, albo przepisywało się cały zeszyt od nowa i nie było zmiłuj się. Ja sam byłem w stanie zrobić dwa błędy w trzyliterowym słowie, a do dziś piszę jak kura pazurem i nieraz byka olbrzymiego strzelę, ale nigdy nie było wymówek typu "jestem chory, mam papierek, wolno mi". Za każdy błąd było człowiekowi wstyd i musiał się jakoś starać, by nie wychodzić na idiotę. W dzisiejszych czasach nikomu nie jest w wstyd, ba, pisanie byle jak i bycie "dyslektykiem" jest teraz cholernie modne. Nad czym, przyznam, ubolewam. Każdy powinien bowiem mieć pod ręką albo słownik ortograficzny, albo odpowiednią stronkę (np.
www.sjp.pl) i korzystać z tych dobrodziejstw w chwilach, gdy ma wątpliwości co do poprawności zapisu jakiegoś wyrazu.
Taaak, wiem, że offtop niemiłosierny, ale czasami warto pociagnąć jakiś poboczny wątek, jak to w normalnej dyskusji. ;)