Wegrim
Nie obdarzając elfa specjalnym zainteresowaniem podchodzę do kufra, bacznie przyglądam mu się ze wszystkich stron, stękam, szarpie i potrząsam skrzynią w nadziei, iż usłyszę dźwięk, który wskaże co może być w tej małej fortecy.
Odwracam się w stronę Frederick'a ze sztucznie sympatycznym uśmiechem i mówię:
- Frederick, jak skończyłbyś z tym zwojem, zechciałbyś podejść i obejrzeć ten kufer, czy nie ma na nim magicznej pieczęci, lub innych dziwów?
Cholerna magia, wszędzie... Żebyśmy tylko w tym kufrze coś znaleźli, a mag w końcu użył swych "zdolności".
Odchodząc od kufra przypominam sobie skrępowaną postać i podchodzę w stronę Siergieja.
A ten, to? Hm... Wygląda na elfa, albo inną szkaradę. Ciekawe, czy chociaż wie gdzie go wieźli, albo co jest w skrzyni, może na coś się przyda.
Brzuch burknął mi niemiłosiernie.
Cholera, czas na jakąś strawę... Słyszałem, że niektóre stwory jedzą liście, może czas się przekonać?
Opieram się o wóz i spoglądam na twarz Siergieja i elfa, w oczekiwaniu na odpowiedź na pytanie kompana.