I stało się,Rob,pociągnąłeś obie dźwignie na raz. Po chwili nastąpił głośny trzask uruchomionego mechanizmu. Wrota...ku waszej wielkiej uldze otwarły się,czemu towarzyszyło głośne szuranie kamiennej blokadzie. Po drugiej stronie widać było światło,naturalne,w tak długim pobycie w ciemności zdawało się wręcz boskie. Wszyscy-omal się nie potykając o siebie-przebiegliście przez wrota.
Frederik jako ostatni przebiegłeś przez wrota i jakiś do tej pory nie zauważony mechanizm ponownie się odezwał głośnym zgrzytem,wrota zamknęły się na głucho. Za nich słychać było głośne warczenie,ryki,oraz głuche uderzenia o wrota. Te jednak zupełnie nie rozbiły sobie nic z tego. Wytrzymały...Przed wami światło, oślepia niemal, promienie rozgrzewają wam twarze, wołają was. Stopniowo ciemność jaka wa otaczała odchodzi w zapomnienie. Każdy z was jest pokrzepiony nagłą zmiana sytuacji, Jedynie Wergrim mimowolnie coś pod nosem odbąknął.
Drogę do wolności zasłaniają wam jeno gęste krzaki,cześć uschnięta dawno, widać ktoś celowo zamaskował to wejście. Krzaki w większości są cierniste, lecz jeśli dobrze się skradać może tylko kilka wbije wam się do odsłoniętych ciał. W niemal tym samym czasie uderza was zimne powietrze, świeże i rześkie, stopniowo także mroźne....