Świat właściwie już zszedł na psy, nasz kraj również. Miałem taki dylemat ostatnio- co w razie wojny z FR? Sytuacja nie jest kolorowa, a Polska na pewno dostałaby po dupie na samym początku. "Co wtedy?" Pomyślałem. Wiem jedno: że w razie wojny trzeba stanąć do walki, przynajmniej w moim wypadku, ale pojawiła się myśl, której ciężko szukać u patrioty, mianowicie: Po której stanąć stronie? Pytanie z pozoru błahe, bo wiadomo jak walczyć to za własny kraj, a nie przeciwko niemu. I tu się pojawia samo sedno: miałbym walczyć za Polskę? Ale czym właściwie jest dzisiejsza Polska? Społeczeństwo które w dużej mierze nie zna kultury, tradycji, nie identyfikuje się z nią. System i władza, to jeden wielki burdel za przeproszeniem. Afera goni aferę, złodzieje, łapówkarze, którzy pod pozorem wolności budują nam XXI wieczny socjalizm, który zsyła cierpienie na obywateli, tak dobrze znane naszym rodzicom czy dziadkom. Polska, którą budowali nasi nasi przodkowie, po prostu nie
i s t n i e j e (nie mówię tu o ojczyźnie bo ona żyje "kiedy my żyjemy") Idea i cel za który ludzie płacili krwią często swoją, została zniszczona w ledwie 60 parę lat. A potem patrzę na wschód: ludzie, szanujący tradycję i kraj o wiele bardziej niż u nas, ale jednak bez tego czegoś, bez pewnego hartu ducha, szli by za kraj nie tylko z poczucia obowiązku ale i przymusu. Potem spoglądam jeszcze raz na nasz kraj. I widzę ludzi ze swojego otoczenia, rodzinę, znajomych, osoby w jakiś mi sposób bliskie, i zdaję sobie sprawę, że jeżeli miałbym walczyć to nie o rząd, instytucję, ale właśnie o tych ludzi, żeby mogli żyć jako Polacy, żeby to oni być może zmienili, a raczej zbudowali Polskę opartą o ideał wolności (ale nie takiej "róbta co chceta", którą promuje się dzisiaj, tylko o taką wolność z której należy korzystać z rozsądkiem, z głową).
Ogólnie to takie moje dewagacje, z którymi w większości się pewnie nie zgodzicie, ale przyznać możemy chyba jedno: nasz kraj to nawet nie wspomnienie tego co budowały pokolenia przed nami i chyba wreszcie czas, żeby ten nasz kraj zbudować nie rosyjskimi, amerykańskimi czy europejskimi, ale własnymi rękoma.