Amerykanie rzeczywiście mają tego ducha organizowania się(no w końcu musieli najpierw sami wyprzeć i wyrżnąć rodowitych Amerykanów, a potem utrzymać się na tych ogromnych terenach :P), w Polsce ze względu na komunę, kiedy bezpiecznie było nie wychylać się, teraz nie ma takiego myślenia, żeby coś zainicjować i w sumie też nie bardzo jest jak, ponieważ brak jest organizacji, które wspierają takie lokalne inicjatywy, organizują kursy, mają to "know-how". W takiej Warszawie pewnie wygląda to lepiej, ale ogólnie to samorządy rządzą jak chcą, a konsultacji społecznych nie ma, lub są źle robione.
U mnie w mieście nie ma nawet rady dzielnicy(nie ma też radnego konkretnie z dzielnicy, jest jeden z okręgu), dopiero ostatnio jakaś organizacja zbierała podpisy, żeby ją utworzyć(w sumie nie interesowałem się czy im wyszło), ale powstały pewne organizacje, z czego jedna jest takim "watchdogiem" UM i samorządu i zaczęła też tworzyć lokalne inicjatywy na osiedlach..
W sumie jak wy tu tak piszecie o tej obojętności, no ale sami co właściwie możecie zrobić, żeby coś zmienić chociażby we własnej okolicy? Jest jakieś NGO, jakaś rada, czy coś?
Zawsze można kandydować na radnego, hehe :D