To może ja zacznę nową kolejkę... Bo mi się nudzi ;)
10. Jagged Alliance 2 - W sumie to tej grze mało brakowało aby znalazła się w pierwszej piątce, jednak ogromom bugów których doświadczyłem... Crashe, znikające zapisy, zawiechy, mógłbym jeszcze długo wymieniać. Mimo to JA 2 było bardzo dobrą grą, świetną taktyczną turówką, wspaniali najemnicy, mnóstwo akcji. Szkoda tylko że z powodu tych bugów nigdy Dedrianny nie ubiłem :/ Niedawno postanowiłem odkurzyć JA za pomocą moda Urban Chaos. To było jak tchnięcie nowego życia! Mnóstwo nowego sprzętu, nowy świat, nowi przeciwnicy, ale... Ale przesuwanie gryzonia piksel po pikselu aby wydostać się z metra?! 10 pozycja to zarazem miejsce zbyt wysokie i zbyt niskie, ale raczej swojego wyboru już nie zmienię. Gra którą zawsze będę dobrze wspomniał, ale nie mam już sił aby do niej wracać.
9. Mass Effect 2 - Jak pierwszy raz usłyszałem o jedynce byłem nastawiony bardzo sceptycznie: RPG z strzelaniem? Hellgate London okazał się niewypałem, a Deus Ex nigdy mnie nie wciągnął. Ale dałem tej grze szansę i byłem zachwycony! Bardzo dobry scenariusz, wciągającą fabuła, strzelało się przyjemnie, kompanii dogadywali podczas rozmów, Mako był fantastyczny, no i możliwość nakłonienia szwarccharakteru do popełnienia samobójstwa - Wszystko to składało się na świetnego RPG-a. Więc naturalną koleją rzeczy było zagranie w kontynuację. A ME 2... Zmiótł jedynkę pod każdym względem (no może tylko Mako mi żal)! Genialna walka! Limitowana amunicja tylko bardziej zwiększyła dynamikę starć, a bullet time był tak przyjemny że nawet nie chciało mi się rozwalać wrogów w real time, bo to było mało satysfakcjonujące. Naprawdę epicka fabuła, jedna z najlepszych jakich doświadczyłem od czasu Baldursów, świetni kompanii, mnóstwo smaczków. Ubolewałem jednak nad zubożeniem elementów RPG... Brak expa za zabijanie wrogów? Tylko parę, coraz droższych umiejętności? Mako zastąpiony przez jakieś głupie pudło? Ale i tak rozgrywka była wyśmienita. Świetny pomysł z przenoszeniem zapisów z poprzedniej części i możliwością zobaczenia jak zaowocowały nasze wyboru.
8. Total Annihilation - Moja pierwsza, prawdziwa strategia. Co prawda pierwszymi RTS-ami były Age of Empires i Red Alert ale to były w zasadzie tylko zręcznościówki. A dopiero w TA mogłem zasmakować wielkich batalii (oczywiście wielkich w porównaniu do takiego Mayday), kombinowanych wojsk, skuteczności potężnej artylerii i broni atomowej. Dopiero tutaj nauczyłem się cenić radar i mini-mapę. To Total pokazał mi siłę rażenia, a zarazem wiotkość sił powietrznych. Gra Chrisa Taylora uczyła wykorzystywania terenu (Mayday się tym chwalił ale na chwaleniu się kończyło), elastycznej obrony, budowania stanowisk radarowych, zakłócania wrogich radarów, polowania na wrogiego commandera, dbania o własnego. Supreme Commander okazał się godnym następcą, ale to jednak Total Annihilation był pierwszy i dlatego zawsze będzie miał zaszczytne miejsce w mojej pamięci.
7. Knights of the Old Republic II: Sith Lords - To jasne że pierwsza cześć KOTOR-a była tą lepszą: Była produkcją skończoną od A do Z, pozbawioną cieć, idiotyzmów w fabule. W jedynce była interakcja z członkami drużyny, można było ich wszystkich poznać. Dwójka to pourywane dialogi, pousuwane elementy scenariusza, fatalne outro! Jakim cudem uszkodzony Mroczny Sokół, który wpadł w jakąś przepaść po chwili odlatuje z planety jak nowy?! Rozumiem pośpiech Obsidianu, ale grą zostawili w sporej mierze niedokończoną, okaleczoną jak cholera... Dialogi z kompanami, skądinąd niezłe to jednak wypadały blado przy tych z pierwszej części. Takiego momentu zwrotnego jak ten z ujawnieniem tożsamości Revana ze świecą szukać. No kto z ręką na sercu powie mi szczerze że zaskoczyła go zdrada Krei? Od początku była podejrzana i szemrana, a tożsamość naszego protagonisty w KOTOR I była skrzętnie utrzymywaną tajemnicą. Tyle narzekam, więc ktoś może zapytać: "Czemuż do diabła wybrał tą nędzną dwójkę, a nie dużo lepszą jedynkę?" Odpowiedź jest krótka: Klimat, klimat który był genialny. Już od pierwszych chwil towarzyszy nam ponura atmosfera tajemniczości i niedowiedzeń. Rozmowy z Kreią dostarczają więcej pytań niż odpowiedzi. Opuszczona kopalnia, pusty statek i atakujący z ciemności wróg. Klimat tak gęsty że można go kroić nożem, poczucie klęski i osamotnienia, a także poczucie wielkiego brzemienia, które zwłaszcza daje o sobie znać podczas ostatniej rozmowy z mistrzami Jedi. No i jeszcze wisienka na torcie: Malachor V. Zdewastowane, ponure, pełne śmierci cmentarzysko, a do tego piękna, ponura, przypominająca mi soundtrack Robocopa muzyka. A pośrodku tej zniszczonej, tak ciężko doświadczonej planety pełna zła, nietknięta, starożytna akademia. Piorunujące wrażenie, piorunujące... Nawet bossowie mimo że nie powalali (Nihilus był trochę zbyt słaby jak na bossa tej klasy) także byli na swój sposób intrygujący: Sion, który niewzruszony stał pośród cieni, Nihilus mówiący po sithańsku. Zapomniałem jeszcze wspomnieć o wrzeszczących holokronach Sithów na Telos: Aż po plecach przechodziły mi dreszcze.
KOTOR 2 to gra słaba pod względem mechaniki, miałka jako kontynuacja, niedorobiona, ale niszcząca swoim klimatem.
6. Alpha Protocol - Przyznam się szczerze: Dałem się jak dziecko złapać na promocję. W ogóle nawet nie planowałem zakupu tej gry, po prostu zobaczyłem w że kosztuje w empiku około 70 złotych, jednak tuż obok półki leżała samotna kopia, która kosztowała 2 dychy mniej. Teraz z perspektywy czasu widzę że to był albo błąd pracownika bądź sprytny zabieg marketingowy, bo ja pewny swego sprytu (ale udała mi się okazja!) jak najszybciej grę kupiłem. I nie żałuję.
Mało którą grę przeszedłem 3 razy, a tą zapewne przejdę jeszcze nie raz. Mimo że balans klas leży i woła o pomstę do nieba, mimo że sterowanie jest toporne i irytujące, mimo idiotycznie umiejscowionych checkpointów, nawet mimo żenujących elementów RPG. Bo fabuła, konstrukcja scenariusza są jednym słowem fantastyczne.Grę trzeba przejść parę razy i żeby poprowadzić rozmowy na parę innych sposobów. Dopiero wówczas będzie można poznać prawdziwe zamiary otaczających nas osób. A gwarantuje że prawdziwa tożsamość i zamiary niektórych osób potrafią wprawić w niesamowite osłupienie. Takich zwrotów akcji to nawet w dobrych filmach nie doświadczyłem. Gra jest cholernie toporna! Celowanie to istna katorga, lecz świetnie poprowadzona historia i ci NPC... Cześć postaci przerysowanych, cześć sztampowych, ale razem wszystkie tworzą wybuchową mieszankę, a nawet z naszym wrogiem (lub nie, bo jest zakończenie w którym przyłączamy się do głównego szwarccharakteru! Znajdzie mi taką drugą grą!) można wejść w dobrą komitywę. Wszystko zależy od naszych działań. Alpha Protocol jest także wyjątkowy bo dzięki niemu spojrzałem przychylniej na system dialogowy w Mass Effect. Sam mocno narzekałem na kółko: Co to ma być? Takie proste, banalne, jednym słowem: Kicha. Ale tutaj jest jeszcze gorzej! Nie dość że zamiast szczątkowych dialogów ("nie zgadzam się" i inne takie nędzne namiastki dialogów) mamy tylko PRZYMIOTNIKI! (albo rozmawiamy profesjonalnie, z ogładą, albo agresywnie, okazjonalnie można komuś strzelić w kolano) To na dodatek mamy ograniczony czas aby wybrać opcję dialogową! Koszmar... A jeżeli nie mamy pełny akt o rozmówcy (a często nawet i pełna teczka nie pomoże) to musimy na ślepo wybierać, a źle poprowadzona rozmowa może często bardzo utrudnić grę :/
Ale ta wszechobecna zdrada! Spisek! Historia jak w dobrej książce Ludluma.