Naród, któremu wiernie służę i którego mężom dzielnie acz rozsądnie przewodzę w wojnie i pokoju to...
dzikie i złe Mongoły Wielkiej Ordy!
A więc CHANAT KHERGICKI.
Jazda tak szybka że nikt inny nie może jej doścignąć przy posiadaniu łuków i dzid dzięki czemu zwarcie jest niepotrzebne to rozwiązanie właściwie doskonałe. Jedynym problemem jest żywotność, ale tą można nadrobić liczebnością.
Zarówno ze wspaniałą piechotą Nordów i Rhodoków, jak i jazdą Swadii (o vaegirskich wojskach już nie wspomnę) można po jednej łamiącej szyk szarży bawić się dowolnie. To, co trzeba stale tratować kopytami i nadziewać na lance to durni wieśniacy z dzidami, zwący się swadiańską piechotą lub rhodockimi strzelcami (znów nie wspomnę o Vaegirach : D).
W armii staram się mieć dziesiątki konnych łuczników (weteranów) i lansjerów, kilku swadiańskich rycerzy (zawsze przydatni : D) i siostry miecza jeśli się uda. Lubię też Artimennera z taktyką i inżynierią (jak widać - sama jazda. Nie lubię wlec ze sobą piechoty). W zamku trzymam wszystko co nie potrafi jeździć konno - zbyt słabych rekrutów (kiedy nie mam czasu by ich szkolić, zostawiam w zamku), Nordów (huskarle : D), Rhodoków (sierżanci : D strzelcy : D), Vaegirów (mistrzowie łuku : D). To zabieram ze sobą kiedy planuję oblężenie.
Jeżdżę na ciężkim (heavy, masywny) hunterze (trochę niestety spowalniam swoich Mongołów, ale nie chcę żeby mi koń padał od pierwszego bełtu, a hunter jest w miarę wszechstronny), uzbrojony jestem w ciężki półtorak (dobrze wyważony) lancę (lekką, dobrze wyważoną o ile się nie mylę), łuk wojny i khergickie strzały (dużą pakę), możliwie jak najlepszy pancerz, do tego tarcza (ta największa, board, której nie da się używać konno) którą biorę na oblężenia zamiast lancy (normalnie tarczy nie używam).