Chemia, jeszcze w gimnazjum. Miałem takiego dresika- Iwanka w klasie co bardzo lubił rozmawiać z panią od chemii o jej rodzinie itp. Córka naszej pani od chemii nazywała się Sonia :D.
-Co tam u Soni słychać?- pyta się kolega
-Aaa ostatni coś pokasływała, ale ogólnie to dobrze- odpowiada pani
-Bo wie pani, mój kolega swojego nowego psa nazwał Sonia.
U baby- "Poker Face"
Ten sam koleżka i pani od chemii.
-Proszę pani? A pani nie uważa, że ten pani mąż już przygruchał sobie jakąś dupę tam we Francji? (jej mąż był Francuzem i mieszkał we Francji)
-Czasem też tak myślę...
Klasa- "Poker Face"
Znowu Iwanek i pani od chemii.
-Proszę pani, a czemu nie można złamanej ręki zabetonować, a nie gipsować?
-Bo beton jest żrący Iwan.
-To na ch** on tyle wpie**ala?
Iwan again, ale tym razem z panią od Historii.
-Proszę pani mogę do kibla?
-Nie, bo wiem, że pójdziesz palić?
-Ale mnie ciśnie proszę pani!
-To ja pójdę z tobą.
-Chce mnie pani potrzymać za pindusia?
-Jak ty się wyrażasz sratatatatatatata (coś go opiepszała nie pamiętam jakimi słowami)
-Dobra, dobra czego się tak babka pręży jak plandeka na żuku :D
Nawet baba sobie zwyła :D
W liceum nasz facet u WF-u kocha rozgrzewki. Zawsze jest 30 minut lekcji biegania i 10 minut grania :/ Ćwiczyliśmy wszystkie mięśnie oprócz jednego...
(Robimy jakieś bezsensowne ćwiczenie)
-To może teraz prącie poćwiczymy?- Pyta zdenerwowany kolega
-Na prąciu... Na prąciu to ty se nadgarstek w domu poćwiczysz- odpowiada spokojny WF-man