Moja historia z MMORPG:
- Tibia: Oj tak, tak.. Każdy chyba stawiał w tym swoje pierwsze kroki, ale potem wstydzi się przyznać. Z rok spędziłem przy tej grze w czasach dinozaurów.
- Ultima Online: Bite 4 lata z życia na wielu serwerach, w wielu rolach. Ale zawsze z klimatem. Gdyby nie kurcząca się scena UO i serwery które kiedyś były RP, a teraz są pełne znudzonych wykoxanych postaci które udają, że role-playingują. To bym wtedy zagrywał chyba jeszcze.
- Lineage 2: Ta gra przyciągnęła mnie tylko ze względu na jeden (jeśli nie jedyny) klimatyczny serwer L2, ale nie będę robił kryptoreklamy. Każdy obeznany i tak wie o jaki biega. A największym plusem tej gry był dla mnie klan. Z odpowiednimi ludźmi nigdy się nie nudzi, zwłaszcza przez dwa lata. Potem przyszedł czas poboru do wojska i się człowiek odzwyczaił. :P
- World of Warcraft: Gra miała dla mnie najwięcej uroku na pre-tbc, z każdym dodatkiem zmienia się w większy masowy chłam dla lubiących postacie świecące się jak światła Las Vegas. Coraz bardziej naciągane historię i beznadziejny PvP.
Gry które tylko "liznąłem", najłatwiej będzie podzielić na kategorie:
- zemdliło mnie: od większości darmowych produktów made in asia, nie ten klimat. Nie ten urok, grind grind grind, nowa lokacja grind grind grind... Mam na myśli wszelkiej maści Silk Roadsy, Cabale, Kaly, 4Dragonsy itd itd Żałowałem czasu na pobieranie. Jedyna gra z ryżowej krainy którą trawiłem to L2.
- czułem się jak w klatce: dosłownie, nie wiem jak można nazwać grę MMORPG jeśli nie ma swobody eksploracji. Nawet jeśli by to oznaczało że zatłucze mnie 50 lvl wyższy mobek. Gry z tej kategorii to np LOTRO, Dungeons and Dragons Online. W to ostatnie grałem jeszcze na trialu, teraz jest za darmo. Ale by musieli mnie zmusić bym zasiadł do tego. :P
- wielkie rozczarowanie: Tak dumnie rozgłaszane, a nudzące się po jednym dniu. Age of Conan - nuda. Warhammer Online i nieskończony darmowy trial, jeszcze większa nuda.
- na dłuższą metę nudne: w tej kategorii mam tylko EVE Online. Pograłem trzy miesiące i stwierdziłem, że po za kopaniem i lataniem, i robieniem takich samych questów nie ma nic co by mogło mnie zatrzymać na lata.
Gry w sferze marzeń:
- MMORPG w pełnym średniowieczu: namiastkę będzie dawać tylko multi w Warbandzie. Co mam na myśli? Ano mdli mnie już od ciągłego fantasy w grach, lubię fantasy ale ile można. Elfiki, krasnoludki, czarodzieje, odwieczne zło które chce zniszczyć świat i tylko nasz bohater 1 lvl może go powstrzymać. *wkłada sobie palec do ust*
- Fallout Online: i mam tu na myśli prawdziwy, brzydki, śmierdzący, duszący radioaktywnym pyłem świat. Gdzie by ludzie mogli poszukiwać "antycznej" technologii przodków. Gdzie by grupy ludzi walczyły o surowce (jak w Mad Max 2). Gdzie by ludzie mogli organizować się i budować własne osady z złomu. Gdzie by mogli ludzie budować własne pojazdy z tego co znajdą sami, lub wygrzebią na straganie u kogoś bo sam nie wie do czego to. No i obowiązkowo z milion elementów do wykorzystania w craftingu. System budowy pojazdu/broni w stylu składania statku z elementów jak jest w Galactic Civilizations 2. Tak, że każdy może mieć coś unikalnego i nie wyglądającego jak składane taśmowo. W taką grę bym wpłacał w ślepo i nie wychodził z domu. :P