Wiem, że multiposting, ale nikt nie chciał mnie od niego powstrzymać, więc w końcu napisałem posta. Ostatnio doszły do mnie nowe płyty, więc postaram się opisać jedną z nich, a mianowicie
Bathory - Blood on Ice.
O Secie Quorthonie, czyli liderze projektu muzycznego Bathory wiele nie będę pisać, bo każda osoba słuchająca cięższych odmian metalu powinna coś słyszeć o tej barwnej postaci. Jednak dla osób preferujących inne gatunki muzyki naskrobię kilka zdań. Grupa Bathory została założona w 1983 i przez wielu jest uważana za prekursorkę black metalu, razem z takimi zespołami jak Venom, Celtic Frost, czy Helhammer. Co ciekawe, Quorthon był pierwszym muzykiem który użył skrzekliwego wokalu, wszechobecnego w drugiej fali (początek lat dziewięćdziesiątych) blacka. Na pierwszych albumach dominowały treści satanistyczne i okultystyczne, później od krążka Blood Fire Death muzyka stała się nieco lżejsza, z licznymi partiami granymi na gitarze akustycznej, a tematycznie utwory nawiązywały do mitologii skandynawskiej. Kolejna płyta czyli Hammerheart, uznawana jest za pierwsze dzieło gatunku viking metal. Niedługo też zostanie przeze mnie zrecenzowana.
Płyta Blood on Ice została wydana w 1996 roku, choć co ciekawe nagrania pochodzą z 1989, jednak nie zostały wtedy wydane w formie albumu, gdyż Quorthon obawiał się krytyki za drastyczną zmianę stylu. Okładka moim zdaniem wygląda bardzo dobrze, a gdy przyjrzymy się liście utworów z łatwością odnajdziemy ich odzwierciedlenie na grafice.
Tracklist:1. Intro
2. Blod on Ice
2. Man of Iron
3. One Eyed Old Man
4. The Sword
5. The Stallion
6. The Woodwoman
7. The Lake
8. Gods of Thunder of Wind and of Rain
9. The Ravens
10. The Revenge of the Blood on Ice
SkładQuorthon - wokal, gitara elektryczna i akustyczna.
Kothaar - bas
Vvornth - perkusja
RecenzjaCały album jest w zasadzie typową sagą o młodzieńcu, którego wioskę zaatakowało i spaliło dwudziestu odzianych na czarno jeźdźców. Wszyscy wieśniacy zostali wymordowani, a kobiety sprzedane do niewoli. On sam przeżył kryjąc się na drzewie. Przez następne kilkanaście lat żył w dziczy, żywiąc się tym co udało mu się upolować i wyrósł na silnego mężczyznę, jednak z ciężkim sercem rozpamiętywał utratę rodziny. Pewnego razu spotyka w lesie tajemniczego jednookiego starca, który okazuje się być nikim innym a samym Odynem. Z pomocą boga dokonuje upragnionej zemsty.
Klimatyczne i pełne napięcia intro. Słyszymy złowrogie pomruki przerywane niespokojnym beczeniem owiec. Nagle tętent koni. Krzyki ludzi. Odgłosy strzelających płomieni. Jęki gwałconych kobiet. Genialne wprowadzenie do albumu!
Już od drugiego utworu jesteśmy porażeni epickością sięgającą zenitu. Majestatyczne chóry rozbrzmiewają na wszystkie strony, jednak nie są one ani trochę nużące, tak jak to było na poprzednim albumie Twillight of the Gods. Są one esencją recenzowanego krążka i bez nich byłoby dużo gorzej. W utworze The Lake refren przeciekający wzniosłością wgniata w ziemię. Wokal Quorthona na tym krążku brzmi doskonale, dlatego że jest bardzo różnorodny: raz powolny i przeciągły (niekiedy bardzo rockowy), raz bardzo szybki i nieco ochrypły, natomiast w jednej z piosenek można usłyszeć niski growl. Wyraźnie została tutaj pokazana potęga, która drzemie w głosie artysty.
Gitary brzmią tu dosyć ciężko i ostro, ale tak jak w przypadku wokalu nie możemy narzekać na nudę. Potężne riffy nadają specyficzny nordycki klimat płycie. Dobrze spisał się również Kothaar grający na basie. Dwa kawałki: Man of Iron i The Ravens są zagrane w całości na gitarze akustycznej - stanowi to miłą odskocznię od typowo metalowych kompozycji. W połączeniu z lekkimi i delikatnymi niczym poranna mgła unosząca się w górskich dolinach chórkami oraz różnymi dźwiękami, jak choćby chrzęstem butów w śniegu, dzwonkami, czy nawoływaniem kruków; mamy bardzo fajne granie, w sam raz na zimowe popołudnie.
Teraz słowo o perkusji. Gra na niej nie jest może jakaś wybitna, ale trzyma jeden rytm i nie mogę nic zarzucić Vvornthowi, który odpowiada za ten instrument.
Ogólnie rzecz biorąc, płyta mile mnie zaskoczyła. Jest bardzo epicka i pokazuje czym jest prawdziwy Viking Metal. Podniosłe chóry, które wywarły na mnie gigantyczne wrażenie; solidne brzmienie gitar; bardzo zróżnicowany, w pozytywnym tego słowa znaczeniu, wokal Quorthona, a także pomniejsze składniki (klimatyczne intro, wspomniane dźwięki w utworach akustycznych); elementy te niewątpliwie zebrane w jedno tworzą spójną mozaikę, która zachwyca. Polecam gorąco, gwarantuję że nie będziecie zawiedzeni albumem Blood on Ice!
Plusy+ Doskonały wokal i chóry.
+ Solidne brzmienie gitar.
+ Na nudę przy słuchaniu ciężko narzekać.
+ Świetne intro.
+ Ładna okładka.
+ Patos!
Minusy+ W zasadzie brak!
Ocena: 9+/10
Przykładowe utworyIntro + Blood on Ice
http://www.youtube.com/watch?v=V_-CIz-IoRoGods of Thunder of Wind and of Rain
http://www.youtube.com/watch?v=b6lKeH4C3wUThe Stallion
http://www.youtube.com/watch?v=hEjGUIsuWVYThe Lake
http://www.youtube.com/watch?v=pXxSXyplmRIMan of Iron
http://www.youtube.com/watch?v=IVli3u3R0us