Zabawne, bo jeszcze za moich czasów (ok 5-6 lat) czegoś takiego, jak dysfunkcja nie było. Owszem byli ludzie, którzy perfidnie błędy popełniali, bazgrali, tak, że musieli każdą pracę nauczycielce czytać, etc... ale tacy ludzie daleko nie zaszli (zawodówka, OHP...).
Powiedzcie mi jedno "dysfunkcjonalni": skoro jest to choroba, która każe zaniżać dla takiej osoby próg oceniania, to dlaczego taka osoba ma przesiadywać pośród normalnych? Nie po to utworzono szkoły specjalne, żeby komuś fory dawać, bo cholera jasna ja też błędy popełniałem, też lufy z dyktand dostawałem (5-6 błędów), też nie zawsze rozumiem czytany tekst ("Pana Tadeusza" po 2x przeczytaniu, dopiero mi film zobrazował), ale nie siedzę i nie kwiczę, że mam jakąś dysfunkcję, bo wg mnie to nic innego jak pic no wodę.
Wszyscy dyslektycy, dysortograficy, dysgraficy, dysfonicy i inni z dysfunkcjami, powinni mieć na świadectwach na skos czerwoną, oczojebną pieczątkę z napisem odpowiednim dla danej dysfunkcji (np dyslektyk). Miałem w technikum gościa, który miał tzw "3D". Zabawne, że w ostatniej klasie nie zgłosił swojej "dysfunkcji", mimo, że nauczycielki traktowały go ulgowo i co? j. polski 6... angielski 5... No ku&&%, kiedy ktoś siedział i się starał, pisał normalne sprawdziany, dostawał oceny bez żadnych zaniżeń (napisałem pracę na 95%, on na 60% i dostał tę samą ocenę) potraktowany został gorzej niż on? Potem wychodzi jaki polityk i gada pierdoły, lekarz, który pisze jak... nvm, architekt z ręki którego walą się budynki.. No bez jaj.
Co do wypowiedzi na forum osób z dysfunkcją -> TO ICH NIE USPRAWIEDLIWIA! Po to mają słownik, po to mogą edytować posty, po to mogą przeczytać 100x to, co napisali przed wysłaniem, żeby nie odwalać "lipy" i nie zasłaniać się papierem, który robi z nich kaleki.
Pozdrawiam!