Jeśli zostanie wprowadzone morale bitewne, to posiadanie takiej chorągwi mogłoby dodawać morale, ale za to kiedy upadłaby, morale drastycznie by spadało (jednorazowa strata, np. 20% i powolne spadanie wartości np. o 1% co kilka sekund). Oczywiście można by było w czasie upadku chorążego dodać jakis bonus pobliskim jednostkom przyjacielskim i nakazać komuś nie dbać o nic, tylko podnieść chorągiew (usuwając stopniowe straty morale i dodać 10%). Za to wrogowie rzuciliby się na chorągiew (nie zabierając jej, tylko nie dopuszczając naszych do niej), aby utrzymać wartości ujemne do morale naszych wojsk i doprowadzić do ich rozbicia. Ale chorąży nie może być zwykłym ciurą, tylko dobrze chronionym żołnierzem, jeśli ma zależeć od niego tak dużo. Wiem, że pomysł jest z dalszych rubieży kosmosu, ufoludkom się podoba i mi też. Ale to tylko marzenia. A jako poparcie takiego systemu podam pewną sytuację z "Krzyżaków" Sienkiewicza, (wiem, że takie źródło jest tak dokładne, jak Wikipedia, czyli nie za dobre, ale nic innego mi do głowy nie przychodzi ;p) kiedy pod Grunwaldem padła główną polska chorągiew i polscy rycerze zrobili prawie taką masakrę, jaką robi Pifcio na SB. (Czyli krwawą jatkę, zwalanie koni jeźdźcom, klepanie po tylkach z jednoczesnym kolekcjonowaniem tamtejszych włosów, kandydowanie na radnego (zapewne z ramienia, lub innej części ciała Samoobrony) i wiele innych okrucieństw...)