Dorogon: Mu chodzi o to, że kiedy MY bronimy, a nie KTOŚ broni i MY go atakujemy. I to jest właśnie dobry pomysł
nersal: Że co? Czytałeś jakąkolwiek książkę dotyczącą średniowiecza, w której występuje oblężenie? Tu masz pozycję mniej więcej naukową:
http://www.empik.com/atlas-sztuki-wojennej-w-sredniowieczu-768-1487-ksiazka,48544,pA tu coś lżejszego, drugą część trylogii husyckiej Sapka
http://www.empik.com/bozy-bojownicy-ksiazka,6909,pWalki w mieście wyglądały tak, że atakujący walili ulicą bramną i okolicznymi mniejszymi, wielkim tłumem na zamek. To jest wojsko! Czy oni są jakimiś zdurniałymi samobójcami, którzy wchodzą do budynku podpiwniczonego pomieszczeniem z alkoholem w sytuacji
Budynki płoną, wicher szaleje,
. Po pierwsze, to dezercja. Po drugie, jest pewne prawdopodobieństwo na nagły "pierdut". Po trzecie, miasta łupiono, jeśli to miałeś na myśli mówiąc, że skoczyli na piwo, po zdobyciu i opanowaniu miasta w stopniu pozwalającym na utrzymanie kontroli. Po czwarte, czy takimi samymi idiotami są obrońcy?! Wychodzą w piątkę, na powiedzmy, w Mount&Bladeowskich realiach oblężeń miast patrząc, sto-dwieście ludzi przeciwnika?!
Walki w mieście powinny wyglądać tak, że albo oblega się cytadelę w centrum, albo dużym oddziałem atakuje się barykady na ulicach miesta, również bronione przez duży oddział. Uważam, że walka na murach nie powinna kończyć się wybiciem całego przeciwnika, a zdobyciem jakiejś kluczowej lokacji, bramy, baszty, koszar pod murem, kamiennego, dużego domu, też przy murze.