A czy to trochę nie koliduje z wolnością artystyczną - to znaczy nie obawiacie się, że przekraczacie pewną granicę?
Ok - możemy nie mówić językiem slangowym komentując te filmy - ale na jakiej podstawie można zabronić w ogóle rozmawiania o nich?
Bo są głupie, mało śmieszne? A czyj punkt widzenia jest tu obiektywny?
Dla mnie MLG to zaskakująca i nowatorska konwencja, która jest wyrazem dynamiki współczesnego świata, doskonale wyłapująca subtelności w rodzaju autentyzm w zbyt długo nawarstwiających się sztucznych pozach, przenikanie korporacji do grup społecznych, kryptoreklamę, czy na odwrót, przemycanie pornografii pod płaszczykiem czegoś tam, fiksacje intelektualne w rodzaju spisku illluminati, obsesje na punkcie bycia lepszym w sieci - tego są całe tony!
Jak mam olać celność z jaką MLG wyłapuje chociażby estetykę vintage i potem fascynować się New Retro Wave?
Oczywiście rozumiem obawy związane z wprowadzeniem slangowego języka, ale oprócz zagrożeń związanych z spamowaniem jest również zagrożenie jakim jest intelektualna kastracja.
Jak by nie było nadal pozostnę pod wrażeniem wrażliwości Treborna - przykro mi, że postrzegacie jego potencjał w tak wypaczonym świetle.