Ingolf Milchmann, stojąc w pobliżu pręgierza, dłubie w zębach czymś co uznaje za wykałaczkę, wyrzuca ją i zaczyna mówić tłumiąc wzburzenie:

- Ta premia była moja! Moja! Wiecie ile wychodziłem się po tych $#%#^# ulicach? Macie pojęcie?
Kolejna obita morda i teraz co? Nie wyrobiona norma, $$$#$%^?! Jaka norma? Co ten %#*#%# mi #%#%^%? Przyjechał i się mądruje, a $#$#$ wie, ma protekcję i tyle! Jeśli się wyrobimy i w ciągu trzech, czterech dni złapiemy tego $%$%$@ Ogra, to premia wraca, odpalę wam część, bo żal mi was i zasługujecie też na swoje.
Rozumiecie, musimy działać szybko, bo mi moje pieniądze koło !@#$ przejdą. Klaus Arshloh wam pomoże, to dobry, bardzo dobry strażnik, może ciutek pije, ale to dobry chłop. Wiecie, swoje zrobi, nie wnikam.
Pomoże wam, wymyślcie coś, jak tego Ogra dorwać, rozumiecie?
Coś musimy wymyślić! Musimy!