Kariera naukowa jest jedną z najbardziej upierdliwych rzeczy jaką można sobie wymarzyć. Długie godziny, dużo pracy, niskie zarobki, a po za tym jak już wejdziesz i będziesz siedział na uczelni przez 10 lat to trudno z tego wyjść. Szanse na znalezienie dobrej pracy po tym jak przebimba się ileś tam lat bez efektywnie na uczelni są nikłe. Więc ja nie wiem czy to są "nieroby" czy też po prostu przekalkulowali, że im się to nie opłaca.
Prawda jest taka, że na uczelni przede wszystkim robi się znajomości, tworzy się pewną bazę kontaktów, którą w trakcie kariery rozwijasz itd. Widziałeś jak mało jest ogłoszeń na CEO, CFO, COO itd.? Ludzi na te stanowiska szuka Headhunt, a takie ogłoszenia rozchodzą się po prostu pocztą pantoflową. Nikogo w przyszłości nie będzie obchodzić, że na przykład miałeś 3 z ang w pierwszym semestrze.
A z papierów, które naprawdę warto zrobić po magisterce wyróżniłbym dwa: MBA i ACCA.
Same papiery nie gwarantują nawet tego :D
A to jest największa głupota :). Bo właśnie ten studencki alkoholizm jest jedną z metod poznawania ludzi.
1. Kariera naukowa jest dla tych którzy są pasjonatami. Nieroby z pomyłki nic do niej nie wnoszą.
2. Jak kto woli. Ja mam dobrą opinię wśród wykładowców i tej części studentów, która wykazuje choć minimalny poziom zainteresowania tematem. Jak ci zainteresowani powiedzieli, oni w gruncie są zadowoleni, że tą bezproduktywną "elitę", staram się trzymać pod kontrolą.
3. Na uczelnię nie chodzi się dla papierka a dla wiedzy i rozwoju intelektualnego. Ja rozumiem, że 90% studentów może myśleć inaczej, ale ja jestem zdecydowanym zwolennikiem nauki dla samej nauki.
4. Bynajmniej. Alkohol - co było za moich czasów nauczane konsekwentnie w szkołach powszechnych od podstawówki wzwyż - zabija komórki mózgowe, prowadzi do zachowań kwalifikowanych jako patologiczne i skraca życie poprzez osłabienie wydajności mózgu i organów odpowiedzialnych za trawienie. Plus, jeśli mam wybierać między zdobywaniem szacunku u ludzi, którzy najpewniej nie osiągną więcej w życiu niż rolę pijaczka pod sklepowego z byle papierkiem, a u ludzi, od których można się czegoś ciekawego dowiedzieć i stanowią bardziej intelektualnie rozwinięty element społeczny, zdecydowanie wolę tych drugich.
Jestem ciekaw na której archiwistyce jesteś adriankowaty. Na archiwistyce to przede wszystkim znajomości :D
Uniwersystet Śląski w Katowicach, Wydział Nauk Społecznych, Instytut Historii. Plus ci, którzy potencjalnie by mnie zatrudnili (pracownicy APa w Katowicach) byli ze mnie dostatecznie zadowoleni, by za praktyki wystawić mi świadectwo z wyróżnieniem, a po wolontariacie, który w tym samym obiekcie pełniłem, jeszcze bardziej nabrali do mnie szacunku (i ja do nich też).
Nie piszemy kilku postów pod sobą. // Kradus