Czółenko szukał, szukał... i nie znalazł. W momencie, gdy wyskoczył na wroga, zdał sobie sprawę, że jego broń została mu skonfiskowana. Gdy zdał sobie z tego sprawę, zbladł, oraz możliwe, że ze strachu zrobił to co tylko w wychodku wypada. Toteż miał pięści, którymi mógł się bronić. Natomiast JWP Bogusławski, rzucając się na wroga, z całej siły wepchnął mu puginał w jego gardło, jednocześnie trzymając wroga w charakterze żywej tarczy, ponieważ nie mógł wyciągnąć noża z ciała, natomiast Zagłoba... Cóż, jego założenie okazało się fikcją, a nikt nie upuścił broni. Szlachcic, cofał się, dopóki jego plecy nie dotknęły ściany.