Claudia błyskawicznie uchyliła się przed ciosem "demona", a następnie wyciągnęła pistolet, wymierzyła prędko, pociągnęła za spust... i nic! Broń nie wystrzeliła, nie była naładowana. Claudia wystrzeliła już swój ostatni pocisk piątego pistoletu. Tę chwilę nieuwagi i rozproszenia wykorzystał jej oponent, który błyskawicznie się do niej zbliżył i uderzył w twarz z ogromną siłą. Santangel upadła na ziemię ciężko, czując zawroty głowy. Komandor zaś powrócił do pojedynku, a ten trwał nadal. Był bardzo wyrównany - każdy cios zadany nieznajomemu poszukiwaczowi tajemniczej księgi odpłacany był potężnym ciosem na ciele Komandora Inkwizytora. Zmagania wciąż trwały, aż w końcu "demonowi" udało się chwycić Komandora potężnie za gardło i podnieść go nad ziemię z wrednym uśmiechem...
Evar powoli, cały obolały sunął w kierunku swojego przeciwnika, dzierżąc w ręku karabelę. Ten zaś poderwał się i wbił sobie w lewą rękę nóż, krzycząc przy tym niewyobrażalnie. Krew polała się po ręku mężczyzny, a demon odwrócił nagle swój wzrok, wbijając go w Marco. Syknął przy tym dość przerażająco...
Faktycznie, po uderzeniu bólu, ciało Marco zdołało wykrzesać kolejną dawkę adrenaliny, potęgowaną przez nadchodzącego Evara. Podniósł się z ciężarem, wyciągnął pistolet i skierował go na Destone...
W tym samym czasie Jean kulił się w kącie przyciemnionej zakrystii i nasłuchiwał odgłosów bitwy. Kątem oka dostrzegł, że w ciemnym kącie przeciwległym... ktoś jakby stał. Natychmiast się przeraził i przekierował swoje spojrzenie tam. Nie mógł dostrzec nic, prócz dziwnej sylwetki.
- Boisz się? - zapytał dziwny, dźwięczny, wszak niepokojący głos.