Marco zaklął w myślach. Odwrócił się i podbiegł do drzwi od kantyny, udając że zagląda do środka. W tym momencie jednak wyjął pistolet i naciągnął rękaw, aby go przykrywał. W drugiej ręce umieścił sztylet i podobnie naciągnął rękaw, lecz lekko go trzymał, aby się nie zsunął. Wtedy odwrócił się z powrotem na plac manewrowy i podbiegł do strażników przy zbrojowni, gestykulując w stronę kantyny. Miał nadzieję podbiec na tyle szybko i "niegroźnie" (przez to gestykulacja), że tamci zanim podnieśli muszkiety, znajdował się już blisko nich. Wtedy skierował pistolet w serce jednego z nich, szybko odpalił, po czym rzucił się ze sztyletem w stronę drugiego i starał się ciąć w klatkę piersiową. Starał się skrócić dystans jak najmocniej, aby tamten nie mógł skorzystać z przewagi muszkietu. No i oczywiście polegał na elemencie zaskoczenia.