Dyrektor popatrzył dokładnie na skóry, a następnie machnął ręką na sługę, który przeszedł przez drzwi po jego prawej stronie, a po chwili wrócił z sakiewką. Dyrektor wskazał palcem na Ciebie, a sługa zbliżył się do Ciebie i z ukłonem wręczył sakiewkę.
- Piętnaście denarów, tyle warte było to zadanie. I cóż... spisał się Pan, Panie... Babillon, jeśli się nie mylę - rzekł, spoglądając na jakiś dokument. - Było to jednak naprawdę proste i niewymagające zadanie jak dla kogoś o pańskich kompetencjach. Mam jeszcze jedno zlecenie, tym razem już nieco trudniejsze. Jeżeli uda się Panu je wykonać, pomyślimy wówczas o nieco bardziej ambitnym kontrakcie. - powiedział, uśmiechając się nieznacznie. - Co do zadania - Szanowni Państwo, posiadacie z tego co mi wiadomo praktykę w wojsku, jak sami powiedzieliście, oddziałach jegierskich. Co może być użyteczne. Otóż, zleciłem stworzenie oddziału strzelców patrolowych, którzy wspomagaliby regularne oddziały straży miejskiej ogniem wyborowym z dachów budynków i murów. Jest to związane z ostatnimi dziwnymi wydarzeniami, to jednak nie jest ważne... grupa dziesięciu rekrutów, Szanowni Państwo, czeka w koszarach i niestety instruktor strzelania wyborowego nie dotarł do nas. Płynąc handlowym okrętem Kompanii został zaatakowany na samym środku morza przez piratów, od dwóch tygodni nie mamy z nim kontaktu... prawdopodobnie przepadł. Szanowni Państwo - Waszym zadaniem byłoby udzielić tym dziesięciu rekrutom wstępnego szkolenia, sprawdzenie ich umiejętności i selekcja. Jesteście gotowi podjąć się takiego zadania?