Normalnie w niektórych momentach, czytając ostatnie posty zastanawiam się, czy czas zabobonów, mitów i legend się skończył, a może część userów tego forum tak się wkręciła w motywy średniowiecza grając w Mount&Blade, że swoie postrzeganie świata i mechanizmów nim rządzących czerpie właśnie z "oświeconej" ideologii średniowiecza.
Kiedyś myślałem nad tym dlaczego ludzie w XXI w. dalej mają skłonności do patrzenia na świat przez pryzmat bogów, mitów, legend, zabobonów etc.? Nauka przez stulecia rozinęła się do takiego stopnia, że to jej człowiek zawdzięcza to, że żyje, jej zawdzięcza to że w wieku 40 lat nie jest już tak jak kiedyś uważany za starca. To ona wyleczyła na przestrzeni ostatnich trzech stuleci wiele chorób, które wcześniej były śmiertelne. To dzięki niej możliwość przeżycia ma więcej niż 30-50% dzieci jak to było w średniowieczu. Dalej niektórzy ludzie przypisują to bogom, czy zabobonom. W takim razie ja się pytam, dlaczego w średniowieczu, czy sto lat później bogowie nie byli tak łaskawi? Co, mieli wakacje?
Podobnie sprawa się ma z tymi wszystkimi wyimaginowanymi końcami świata. Nie twierdzę żę koniec świata nie nadejdzie, otóż nadejdzie w stu procentach, tak jak kilkaset milionów lat temu nadszedł dla dinozaurów, ale napewno nie nadejdzie tylko dlatego, że kończy się jakiś kalendarz. Koniec świata może mieć "początek" w uderzeniu planety, ależ oczywiście, przez setki milionów lat planeta Ziemia była bombardowana, przez tysiące, setki tysięcy meteorów. Najprawdopodobniej kilkakrotnie "nasze co większe meteory" wyłapywał Jowisz, jako planeta o większych rozmiarach i większym przyciąganiu. Dlatego nie wykluczam możliwości, że to właśnie takie zjawisko zniszczy ludzkość, ale czy zniszczy? Wydaje mi się, że nie. Najistotniejszą kwestią jest to z jaką siłą uderzy "przyszły" niszczyciel. Jeśłi będzie "stosunkowo" niewielka, to prawdopodobniej ucierpi kilkaset milionów ludzi zaraz po zderzeniu oraz kilka miliardów na skutek globalnego ochłodzenia. Jeśli będzie to siła wielka, może dojść nawet do wyniesienia naszej planety z dotcyhczasowej orbity, ale wówczas nawet naukowcy nie mają pewności co się stanie. Możliwy jest scenariusz o tym, że ziemia znajdzie się na nowej orbicie, która "z powodzeniem zastąpi starą", ale wcale nie musi, poniewać orbita ta może mieć tor kolizjny z innymi planetami, może też dojść do pęknięcia, rozerwania, oderwania się części planety. W takim wypadku jest jeszcze mniejsza pewność wśród naukowców co do ewentualnych skutków.
Zresztą nie tylko we wszechświata "czycha" na nas siła gotowa zniszczyć Ziemię. Przecież możliwości można mnożyć. Globalne ocieplenia, zmiana prądów i pływów morskich, pęknięcia litosferyczne oraz uwolnienie się wielkiej ilości materiału magmowego, zapadnięcie się którejś z wysp w następstwie czego nadejdzie potężne tsunami... Takich możliwości są naprawdę dziesiątki, jeśli nie setki, ale mimo że większość spowoduje tzw. koniec świata, to będzie to koniec człowieka, ale i tu byłbym ostrożny, ponieważ człowiek jak żadna zaraza ma "zdolność" do przetrwania tego czego przetrwać nie powinien. Będzie to koniec ery człowieka, ale planeta na nowo po tysiacach, setkach tysięcy, milionach lat zapełni się życiem i całkiem możliwe, że znów pojawi się organizm "najmniej doskonały" - coś rozumnego, ponieważ według mnie to właśnie człowiek jest największą pomyłką ewolucji. Planeta jeśli przetrwa ewentualny kataklizm odbuduje się i jest to fakt oczywisty.
P.S. Co do jakiegoś tam Nibiru, to polecam, fajna gra taka jest;)
Edit:
Po co ludzi straszyć? To jest tekst na poziomie NASA, wiedza to potęga. To może w ogóle jest św. Mikołaj, króliczek wielkanocny, ziemia jest płaska i wszyscy jesteśmy szczęśliwi.
Fajnie komponuje się takest, gdzie obok boga stawia się naukę jako potęgę. Otóż przyborze nauka i religia są jak woda i ogień. Albo wierzysz w boga, albo pokładasz wiarę w naukę. Na przestrzeni setek lat kościół zwalczał naukę, i to czasami nie przebierając w środkach, a czasami "tylko" zabraniając wydawania ksiąg, skazując na areszty domowe (via Gallileusz) etc. Więc według mnie (i nie tylko mnie) jeśli postrzegasz świat przez pryzmat nauki, to wizja boga jest raczej niemożliwa, dlaczego? Wedug kościoła świat ma nie więcej niż 10000 lat, a nauka datuje to na kilka miliardów, kościół odrzuca ewolucję, a nauka w niej opiera swoje założenia życia. Takich przykładów są dziesiątki, setki, tysiące, zarówno dla przykładów prześladowań jak i kolizyjnych torów myśleniowych nauki z torami wiary kościoła.
EDIT: | @ Roland
\/
Ja też jestem wierzącym, przecież ja wierzę w ... naukę.
Dobra jeśli uważacie że tylko ja tu jestem ateistą (ps. ja jestem nawet antyteistą), to zadam wam pytanie:
Wierzycie w Odyn'a, Amona Re, Posejdona, Zeusa, Allaha?