Moja broń to dwuręczniak, najdłuższa lanca (Great Lance) i... tyle. Żadnej dystansowej, żadnej tarczy. Jak zatrzymam się w tłumie, to blokuję mieczem i bez problemu i tak wyjdę (opancerzona, ciężka kobyłka).
Bez lancy czy innej drzewcowej nie wyobrażam sobie walki. Przejechać, stratować, nawrót. Przejechać, stratować, nawrót. Lanca, a nie włócznia właśnie ze względu na konnice, która używa podobnej broni. Gdy podjeżdza na mnie konny z włócznią mam przewagę długości broni i to ja go strącę z siodła a nie on mnie :)
Miecz - dodatek, gdy znudzi mi się kopia albo trzeba gonić khergidzkich łuczników. Poza tym, nie darzę specjalną sympatią. A tarcza zbędna. I tak zawsze lawiruję, przez kilkanaście potyczek z setką khergidów (obleganie zamku), rzadko kiedy coś mnie trafia. A nigdy nie zrzuciło jeszcze z konia ;)