Po krótkim czasie dotarliście do miejsca, gdzie schody się skończyły. Ktoś z Was próbował oszacować jak jesteście głęboko, ale było to dziwnym trafem nieosiągalne. Ktoś z Was próbował sprawdzić zasięg w telefonie, ale też go zabrakło... jesteście skazani na własne siły i pomysłowość. Tymczasem Feng kucnął, wyciągnął dłoń, przejechał nią po podłożu i coś w palcach pocierał. Usłyszeliście od niego:
- Ciekawe. To miejsce wygląda na ledwo co wybudowane, ale czuć tutaj... potęgę. Prawdziwą potęgę starożytnej magii. Dawno czegoś takiego nie czułem... - po czym spojrzał się w głąb, wstał i powoli zaczął iść ciemnym korytarzem. John i David poszli za Azjatą, a ty Katherine na chwilę się zatrzymałaś. Wiedziałaś, o czym mówił Feng. Czułaś podobną siłę do tej, gdy byłaś w świątyni gdzie zabiłaś Tarvesenową. Przez chwilę rozmyślałaś na ten temat, po czym ruszyłaś za mężczyznami. Po kilku chwilach i momentach dotarłaś do miejsca, gdzie mężczyźni dotarli, czyli do dużego rozwidlenia korytarzy. Rozwidlenie miało cztery wejścia, wszystkie były zamurowane. Innej drogi nie było. Feng zatrzymał się i przez chwilę szukał jakiejś wskazówki, która by pokazała mu którędy iść. Zrezygnowany, powiedział:
- Ktoś ma jakiś pomysł?