Kaulder poprosił o płaszcz od szatniarki.
-Proszę o wybaczenie, jednak zabiorę mój prochowiec. Wyjdę jeszcze na chwilę, lecz wrócę... ooo taaak...
Odebrał płaszcz i z wymuszonym uśmiechem wyszedł na zewnątrz.
-Pogoda jeszcze się pogorszyła... Szlag by to - Burknął do siebie. -Dlaczego mam samochód, skoro nim nie jeżdżę... - Dopiero teraz zaczął zauważać plusy posiadania auta.
Nie chcąc wystawiać się na deszcz, wszedł pod daszek koło wejścia, gdzie i tak już ściśnięci byli mokrzy od deszczu lub tańca imprezowicze. Włożył dłoń do kieszeni, poszperał chwilę i wyciągnął papierosa(z paczki).
-Dlaczego ja tyle jaram? - Zadał to pytanie pod nosem nie licząc na odpowiedź. Nie zastanawiając się, włożył wyrób tytoniowy do ust i odpalił swoim zipperkiem. Dym tytoniowy wypełnił jego płuca, jak zwykle lekko go przyduszając, lecz sprawiając przyjemność. Nikotyna na niego zawsze tak działała. Lekko zamroczony wrócił do klubu i już z płaszczem poszedł na piętro, sprawdzają zawartość portfela.
-Zaraz, zaraz... Gdzie ja to położyłem - Zaczął się macać po sobie, co wyglądało dosyć komicznie. W końcu znalazł... Stary Colt Navy. Słyszał, że pani Hook zbiera starą broń i lubuje się w tego typu prezentach. Nie czekając dłużej, schował broń do prochowca i podszedł do ochroniarza.
-Witam, ma godność to Kaulder Kross. Jestem umówiony z twoją przełożoną. - Zaznaczył lekko władczym głosem. Jeżeli puści Kauldera, on idzie do gabinetu.