Kilka zdań ode mnie odnośnie tematu jak i trochę ogólniej o sytuacji w Europie. Dotychczas niezbyt przejmowałem się sprawą imigrantów, w końcu, póki co bezpośrednio nie mieli na nas wpływu. Rozmawiałem dzisiaj ze współlokatorem, rozmowa zwykłych studentów w połowie swojej drogi do dyplomu. I jak wcześniej obaj planowaliśmy wyjazd po studiach za granicę, tak teraz zaczynamy dochodzić do innych wniosków. Nikt nie chce żyć bojąc się ciągle o swoje życie, wychodząc do sklepu, na uczelnie, do pracy czy na imprezę. Nie wyobrażam sobie takiego życia, nie jesteśmy w stanie wojny.
Nie zgodzę, się z twierdzeniem, że to tylko polityka rządów jest winna. W całej Europie mamy mnóstwo mniejszości etnicznych, mniejszych czy większych. Więc dlaczego tylko ta jedna dopuszcza się zamachów? Czemu niektórzy Romowie nie wysadzają się na ulicach, pomimo życia od dawna na zasiłku i ogólnej biedy? Sam znam Ukraińców, którzy uczą się lub pracują, nie negują faktu, że są też tacy jak opisani trochę wyżej. Ale jakoś też nie słyszy się w mediach o Ukraińcach - samobójcach. Czemu? Bo polityka rządów jest wobec każdej mniejszości inna? Nie wydaje mi się, niemal każdy atak terrorystyczny łączy jedno - Islam, nie trzeba brać pod uwagę narodowości. Jeżeli mam żyć w strachu, bo mój nowy sąsiad jest Muzułmaninem i nigdy nie wiem co się może zdarzyć to już wolę żyć w naszym smutnym, biednym, zaścianku Europy.
Mimo, że za Braunem nie przepadam, to ta wypowiedź dobrze obrazuję to co teraz czuję:
"Mamy szczęście, że Polska jest takim ciemnogrodem, dotkniętym demonami nacjonalizmu - jak mówią niektórzy reżimowi dziennikarze..."