Co do szkolnictwa, to już wiele szkół prywatnych to te "religijne" czyli np. salezjańskie. W mieście w którym mieszkałem, było takie gimnazjum, na dobrym poziomie, czesne nie było wysokie 99% kadry to byli zwykli nauczyciele, wyselekcjonowani przez dyrektora, który bodajże miał też prawo kogoś ze szkoły usunąć i tyle. Obok było publiczne gimnazjum, gdzie często uczyli Ci sami nauczyciele, ale tam zdarzały się cuda typu dziewczyna karmiąca na lekcji piersią - podobno.
Zapewne szkoła otrzymywała dofinansowanie ze skarbu państwa, stąd na to czesne serio, pozwały sobie rodziny i ultra bogate - bo dobra szkoła jak i niezbyt bogate, bo w sumie poziom był dobry, zwłaszcza w LO. Byłem wtedy, człowieczkiem dla którego sensem życia było wykłócanie się na forach z IPLem, czy napierdalanie w native czy wychodzenie z kolegami gdzieś, przyznaje, do matury uczyłem się może z tydzień, a jednak dobrze ją zdałem.
Dlatego właśnie, uważam, że prywatyzacja gimnazjów czy liceów ma szansę, bo generalnie te szkoły działają lepiej, pozwalają sobie też na selekcję kandydatów, czyli przychodzi gość z 10 punktami z gimbotestu, no to mu dziękują na wstępie i pokazują drzwi. To akurat zawyża poziom grupy.
To wszystko sprawia, że w Polsce powinno wszystko iść w stronę stopniowej prywatyzacji szkół średnich. Najpierw warto by je prywatyzować, a następnie państwo mogłoby po prostu dokładać kasę, do każdego ucznia. A jak kogoś naprawdę nie stać, to finansować to, czy dawać ulgi + zwolnienia.
Jeśli chodzi zaś o uniwerki, to tu jestem przeciwnikiem prywatyzacji. Wystarczy spojrzeć jak działa 90% szkół prywatnych. Powstają ich setki, Wyższych Szkół Tego i Owego, a z tej całej grupy tylko kilka, walczy o to by być wysoko w rankingach. Są te bardzo dobre. Większość jednak, chce zarabiać, liczy się dla nich zysk. A to, że kandydat, nie wie nic, no to się nie liczy, przecież jak go się wywali to jeszcze za mało osób zostanie.
Co do systemu edukacji: problemem jest natłok informacji. Powinno być tak, że w Liceum uczniowie mają pewną podstawę + sami zapisują się na kursy i przedmioty, podobnie jak to jest na studiach. Ktoś chce uczęszczać na 3 "monografy", dotyczące fizyki, no to proszę bardzo. Ktoś zamiast biologii, chemii i fizyki woli zapisać się na : historię Rzymu, historie dalekiego wschodu i historię najnowszą, to też jego sprawa. To by ułatwiło życie każdemu, bo uniwerki dostawałyby lepiej przygotowanych studentów, a Ci mogliby zgłębiać swoje zainteresowania.
Co nie zmienia tego, że w podstawówkach powinno być wszystko. Może być tak, że rodzice to humaniści i tłumaczą dziecku, że "Fizyka będzie trudna", a to gdy się z nią zapozna to odkryje w sobie olbrzymi talent do niej i zostanie drugim Einsteinem. Może być też na odwrót, że rodzice mówią, że "polski, to powinni wyrzucić! historię też!", a dziecko jednak na złość pójdzie tą drogą a za lat 20, zostanie Profesorem historii na UJocie. Poza tym, przedmioty typu geografia otwierają oczy na wiele spraw.