To ja się po-rozwodzę troszeczkę na temat tego co mnie w Anglii urzekło.
Chodzi o wrażliwość na świat niewidzialny jak to ujmował Lovecraft. Z reguły oznacza to jakieś ciężkie pierdoły w rodzaju religijnego bełkotu dla turystów, celtyckie duszki, - elfy mieszkające w strumieniach, norweskie olbrzymy lodu, czy postacie z indyjskiej Wedy ubrane w mniej lub bardziej kiczowatą otoczkę - raczej bardziej kiczowatą jak również pierdoły współczesne, które udają coś związanego z tradycją dla przykładu postacie z chińskich filmów karate z lat 70. No coś odmóżdżającego w każdym razie.
Tymczasem w kulturze angielskiej roi się od takich postaci jak Hugh Dowding, postaci które są zupełnie autentyczne i mają w sobie coś co kojarzymy z Sherlockiem Holmesem - coś co sprawia, że czujemy ciarki na plecach, gdy uzmysłowi się, że ci ludzie są realni. Takich ludzi o których mówić, że dotykają sedna metafizyki to banał.
Wiem, że w naszej kulturze też są tacy ludzie jak chociażby Maria Skłodowska-Curie, że Tesla był Serbem, a Einstein napracował się żeby ukryć swoje niemieckie pochodzenie, ale te postacie mają w sobie coś co z Anglią można kojarzyć - takie wykolejenie życiowe które ma potęgować intelektualizm - zjawisko postrzegane jako coś bezdyskusyjnie pozytywnego.
- "Wybaczcie mi proszę, że będę życiowym pierdołom, nie będę udawał że interesują mnie banały dnia codziennego chciałbym bowiem skupić się na czymś intelektualnym."
- "Och naturalnie, świetny pomysł ja właśnie miałem zaproponować to samo".
Naturalnie to wyidealizowana koncepcja, nie każdy facet w Londynie był członkiem Monty Pythona, doskonale rozumiem ciemną stronę tej kultury jaką niewątpliwie jest brutalny imperializm, ale też nie bez znaczenia jest fakt, że wielkie postacie takie jak Tolkien umiały się tej polityce jawnie przeciwstawiać.
Lovecraft nie będący Anglikiem, ale zachwycony właśnie tą wrażliwością o którą mi chodzi jest dla mnie dlatego nawet doskonalszym przykładem niż Angol z krwi i kości, który siedzi z piwem przed telewizorem.
Tolkien - zobaczcie jak mocno facet oddziałuje na naszą wyobraźnie, jak ciężko jest mu dorównać kolejnym autorom starającym się przebić go rozmachem, czy bogactwem pomysłów. Jak ciężko jest zdefiniować to co stanowiło o jego talencie. Nawet w Czarnej Mowie Orków widać było parodię intelektualnego stylu, co naśladowało manierę niższych klas społeczeństwa angielskiego, coś co było zbyt subtelne by uchwycić to w filmie.
Chciałbym odwiedzić Oxford żeby polować na Sarah Simblet i Stephena Hawkinga, Northampton by zapolować na Alana Moora - nie mam pojęcia co bym zrobił gdyby mi się udało. Byłbym jak pies goniący auto, jak to pięknie ujął Joker - zupełnie bez planu na wypadek gdyby mi jednak wyszło, bardzo możliwe że coś kreatywnego.
Ciekawi mnie też ile z tej atmosfery jest w zwykłej szarej ulicy.