Spójrzmy na sprawę dość obiektywnie. Gdzie jest większa kontrola nad władzą, zabezpieczająca przed patologiami systemu? We sprawnie funkcjonującej demokracji, która zakłada trójpodział władzy, państwo prawa, niezależne sądy i regularne wybory czy w systemie, w którym władza jest w rękach jednej i tej samej osoby, która oddaje tron tylko potomkowi? Bez względu czy mówimy tu o monarchii absolutnej czy dyktaturze we współczesnym rozumieniu (w dłuższej perspektywie te pojęcia się zazębiają), ustrój, w którym jest władza totalna, nie podlegająca żadnej kontroli, z definicji jest niewydolny i generujący niezadowolenie populacji (a przez to niestabilny).
BTW Sefirocie, jeśli wg Ciebie ateista = pomiot tzw. szatana, a po poście nr 412 można odnieść takie wrażenie, to gratuluję stosunku do współobywateli (w tymże i do innych userów tego forum).