JKM. Za młodu socjalista i członek partii komunistycznej, (mam w d*pie te jego powiedzonka, że za młodu jest się socjalistą, żeby na starość być fajnym), dźgnięty nożem, śpi w Europarlamencie, mimo że miał tam robić burdel (siła już nie ta...), Bez żadnych spektakularnych sukcesów w polityce mimo bycia jednym z najstarszych i najbardziej doświadczonych polityków, bawi się w dawanie klapsów Boniemu, konserwa z dwójką nieślubnych dzieci, od którego można by pewnie wykupić cały kraj, jakby się zaoferowało jakiś fajny harem młódek, zakłada partię, później kolejną, która ma być lepsza, później kolejną, która ma być tak samo dobra jak poprzednia, no ale.. No nie wiem, drugi raz to się nauczył na błędach? Zawiodło go otoczenie? Niezły polityk, nie potrafi sobie dobrać sprzymierzeńców.. To ma być lider? Partia przesiąka prezesem jak kobiety poglądami za pomocą spermy, przynajmniej według Janusza, a ja na taką partię nie zamierzam zagłosować. Nie mówiąc już o nim samym.