Czas: Noc z 30 na 31 lipca 1269 roku.
Przez pierwszą wartę nic specjalnego się nie działo. A to w sowa zahukała w lesie, a to jakiś wilk zawył do księżyca. Gdy
Marcus i
Xander poszli spać, a
Truśka i
Sheldon rozpoczęli wartę zaczęło się dziać coś dziwnego. Zwierzęta przestały wydawać głosy, las po prostu zamilkł lub umarł. W krótkim okresie czasu temperatura spadła na tyle, że nawet ognisko już nie dawało wystarczająco ciepła. Nagle usłyszeliście potworny damski krzyk, który obudził resztę oddziału. Na skraju lasu lewitowała tuż nad ziemią kobieta, wokół której palił się nienaturalny niebieski płomień. Gdy zauważyła krasnoluda, krzyknęła znowu głośno i zaszarżowała na
Sheldona. Lecz w środku też było niewesoło. Drzwi, które
Xander chciał otworzyć poszły w drzazgi, a ze środka zaczęło wychodzić nieporadnie stworzenie pozostałe po koniunkcji sfer - ghul.