AAaa i jeszce jedno. Negatywnych postaci prawie już nie ma to będzie teraz tylko pastiszowa walka z innymi i odzyskiwanie tronu? Oj trochę szmira się szykuje.tazjolo.
Daenerys. Zdecydowanie wyrasta na czarnego bohatera, już Tyrion ją opierdalał, że zaczyna zachowywać się jak szalony król.
Zgodnie z jakąś tam przepowiednią i teorią, Jamie czy też Tyrion mają udusić Cersei. Po tym jak straci wszystkie dzieci. I stanie się to na bank przed wkroczeniem wojsk Snowa na południe, no bo jakże to, taki Snow przecież by nie zasiadł na tronie, mordując wcześniej dzieci i kobiety. Littlefinger, prędzej by już się tym zajął aby Jon nie musiał sobie brudzić rąk.
Poza tym, zrozumcie Fantasy wywodzi się trochę od takich bajań i sag. To moja polonistka, omawiając Tolkiena mówiła, że na tym to polega, że gdy wydaje się, że zło jest już nie do zatrzymania "Co może zrobić człowiek, przeciwko takiej nienawiści", okazuje się, że dobro wygrywa. Na tym to polega. Można robić kombinacje, że zło wygra, ale to raczej pozostawia wiele niedosytu. Jak nie wierzycie, to zapytajcie własne babcie, jak im się podobało zakończenie "Wspaniałego Stulecia". Moja przez tydzień narzekała, że w sumie, to tyle oglądała a wygrał "ten rudy".
Szkoda, że Umberowie nie przeszli na stronę Snowa. Nie jest to książkowe, bo przecież Greatjon był najwierniejszym orędownikiem Starków, choć można to tłumaczyć tym, że jego ród chciał go wydobyć z niewoli tą drogą.
Teraz w 7 sezonie, będzie już nie gra a walka o tron. Północ poprze Snowa, to tak moim zdaniem, ten z łatwością może pozamiatać w dorzeczu. Południe, pewnie Daenerys. Ciekawi mnie rozwój tej postaci, bo całkiem możliwe, że ktoś z jej wiernych poddanych ubije jej te smoki, widząc, że królowa dostała fiksum dyrdum, pali miasta, "kto nie jest ze mną, ten przeciwko mnie", gdy Jon "kto nie jest przeciwko mnie, ten jest ze mną". Wtedy albo połączą siły przeciw zmarłym, albo doprowadzi to do największej wojny. I to mogłoby być czymś co właśnie, ożywiłoby Grę o Tron, czyli naprzeciwko siebie stanęłyby siły ulubionych bohaterów, wszyscy zostaliby wmieszani stając po dwóch stronach barykady, a nie, jak wcześniej, że tych stron jest wiele, a każdej można kibicować.
Brienne mi się bardziej z Don Kichotem kojarzy. Jeśli ona ma być wybrańcem, to ten Bóg faktycznie, jest niczego sobie, ale jajcarzem. Tak tylko trolluje tych swoich ludzi, jak dziecko grające w simsy, bo to każe spalić tego, a to tamtego, potem "no, śmiało, śmiało, - z uśmiechem PAD- Dasz radę Stannis, tylko wpierw spal córkę, to zawsze działa".