Dobra, to ja opowiem o tym co mi się stało przed chwilą w modzie Sword of Danocles (jakoś tak).
Byłem i zadowolony i niezadowolony ale teraz to po prostu jestem bardzo niezadowolony. Szukałem kogoś do bicia ale byłem bardzo wolny, szukałem Borchy, żeby trochę zwiększyć tempo oddziału ale cale Królestwo Vaegirow przewaliłem (bo nimi grałem) i ich nie było. Właśnie wychodziłem z Curaw. Przypadkiem najechałem na jakiś swadianski zamek myszką i pojawiło się "(Under siege)" chciało mi się bić a każdy był mi za szybki to pomyślałem ze się tam wybiorę, bo ostatnio widziałem vaegirskie party na terenie Swadii. Trochę nie rozważnie to postanowiłem bo może to byli Rhodocy czy Khergici lub (o boże..) Nordowie! No ale i tak się tego nie dowiedziałem (sic!). Jadę sobie i docieram przy okazji do Zamku Ismiralla , nie zauwazylem ze oni tez sa under siege. No i patrze, z 5-6 oddziałów khergitów!!! No nie, no!! Miałem wolny oddział, nie było szans na ucieczkę przed szybkimi Khergitami. Mimo wszystko probuje, może mnie uratuje (marzenie) King Yaroglek z jego potężnym party. Widzę obok siebie vaegirskich chłopów którzy uciekają z Ismiralli troszeczkę za mną się pojawili (miałem nadzieję ze się zajmą nimi). Cień nadziei, ale zniknął tak szybko, jak szybko się pojawił. Oni mieli prędkość 5.6, lecz ja miałem 4.6. Po chwili znikli za mgłą wojny, gdy mnie dzieliło już z 2 cm. na monitorze od Khergitów. Proszę o cud, ale już po chwili pojawia mi się ekran przedbitewny. Nie spojrzałem nawet na inne opcje, bo nie mam zamiaru tracić żołnierzy nie walcząc, nacisnąłem "Charge the enemy". I Ośnieżona plansza w miarę równinna pojawiła się, za mną moich 40 wojaków na przeciw 436 Khergitów. Próbuję jakiś szyk ustawić- jakiś najprostszy bo miałem tylko piechotę i włóczników tylko- ustawiłem, ale moi włócznicy nie wyrzucili ani jednej włóczni (nie wiem czemu) więc od razu ich schowałem. No i szarża. Ustawiłem się przez jakimiś elite infantry bez tarcz, żeby zasłonić ich lub ew. troche przed szarżą zasłonić. Sam byłem piechotą, tyle że miałem pawęż, którą chciałem bronić. No i bum, szarża. Szyk oczywiście od razu się rozbił, przewidziałem to i na to nie było rady. Moi dawali radę, no ale co zrobić jak wrogów było 10 razy więcej. Zabiłem chyba 3 konnych i poległem. Wrogów było zatrzęsienie, co chwile koleś się przewracał jak oddalał się od oddziału bo Khergici kręcili koła wokół Miejsca gdzie się toczyła walka. Można by to nazwać okiem cyklonu ;) Moje wojska starały się chronić sztandaru-

Nie trwało to więcej niż 30 sekund- 30 sekund krwistej rzezi moich ludzi-

Przegraliśmy, żadne zdziwienie.
Ale to dopiero zdziwienie-

Okazało się, że tylko ja kogoś zabiłem o.O
No cóz, to zwiększyło moją gorycz po przegranej.
Kurczę, sorry za ten rozmiar, powiedzcie to zmniejsze na jakis 1024x xxx