Tak sobie czytam te wypowiedzi i jakoś nie ma pojęcia po co ten temat, ale skoro jest to chyba się wypowiem. Więc jedną z moich walk z góry skazanych na przegraną była bitwa z Laurianami w modzie The Eagle and The Radiant Cross. Wracałem wraz ze swoim wojskiem i cieszyłem się z dużej bitwy, którą z pomocą 5 lordów udało mi się wygrać, a bitwa mala nie była, bo spotkały się dwie armię Laurianów i Lion Throne, w sumie było ponad 2000 żołnierzy. Wygrałem łup zgarnąłem i zabrałem wielu jeńców. Po bitwie lordowie pojechali za królem, a mnie się już znudziło podróżowanie za nim, więc postanowiłem wrócić do swojego zamku, który był na terenach Ormelów. Jednak wiele łupów i stado jeńców opóźniało mój marsz, do tego stopnia, że gdy zobaczyłem trzech wrogich lordów zatrzymałem się i zmieniłem kierunek jazdy by ich unikną. Okazało się, że Laurianie mają inne plany i powędrowali za mną. Nie jestem skłonny do ucieczki, więc po zsumowaniu wszystkiego stwierdziłem, że jestem za wolny by manewrować i wyłapać lordów pojedyńczo. Nie chciałem zwalnieć jeńców, ani wywalać łupów, więc się zatrzymałem i poczekałem na to co wydawało się nieuchronne. Nie myliłem się, wrogowie zaatakowali mnie w liczbie prawie trzech setek, ja dysponowałem siedemdziesięcioma elitarnymi jednostkami piechoty, w tym strzelców. Bitwa się zaczęła, najpierw jak grom z nieba spadla na moją linię wojsk kawaleria wroga i zrobiła to czego się najbardziej obawiałem... rozbiła szyk. nie było rady i trzeba było schować muszkiet i wyjąć topór, by piechota wroga nie dopadła mojej, gdy ta była rozbita. Jakoś uporałem się z kawalerią, tu popisali sie strzelcy sprawnie zabijając rycerzy i ich konie. Jednak nie konnica była najgorsza, a czworobok pikinierów, z którego słyną Laurianowie. Strzelcy zaczęli regularnie ostrzeliwać moje oddziały i tu od strzałów z arkebuzów padł mój koń. Nie było innej rady jak zaatakować razem z piechotą niepokonany czworobok. Uderzyłem i mimo potęgi oraz przewagi liczebnej przeciwnika powoli czworobok zaczął ustępować i rozdzielać się, jednak potem się cofnął na odległość pchnięcia piką. To była rzeź, moi ludzi już nie zdołali podejść do przeciwnika, a ja sam wsiadłem na pobliskiego konia i zacząłem galopować oby dalej od pikinierów. Pomyślałem że bitwa jest już przegrana, zostałem sam, a przeciwników było kilkudziesięciu. Ostrzeliwanie wroga byłoby stratą czasu, więc niczym bohater stanąłem na przeciw pędzącego czworoboku i ruszyłem powoli przed siebie. Potem coraz szybciej, dotarłem do ściany pik i padł mój koń, ja spadłem prosto w czworobok, w ruch poszedł topór. Zabiłem jednego i drugiego, po czym padłem przeszyty włócznią i trafiony przez muszkietera. Ogólnie bitwa była przyjemna pomimo mojej przegranej. Nigdy nie uciekłem przed jakimś wyzwaniem, ani lordem. Zawsze walczę, bo ucieczka jest nudna i mało honorowa. Nie pojmuję też po co Wy używacie tych save-load. To psuje grę, a prawdziwą przyjemność czerpie się z wyzwań. Daltego też ja gram na poziomie trudności ok. 150% i Wam też radzę, bo wtedy gra nabiera sensu.