Teraz to pojechałeś. Nie było oblężenia Jasnej Góry. Ot szwedzi przyjechali, raz czy dwa razy wypalili z armatek i sobie poszli dalej. Skutkiem tego była śmierć dwóch zakonników. Także w tym przykładnie minąłeś się o cały kilometr ze "zwycięstwem". //Corleone
Ja słyszałem że pod Jasną Górą nigdy Szwedów nie było. :-) Oddział który oblegał (bardzo krótko) Jasną Górę był ponoć złożony z polskich zdrajców i niemieckich najemników, a miał jedynie szwedzkiego dowódcę.
Natomiast w kwestii polskiego kultu cierpienia, to rację przyznaję Trebronowi, tyle tylko że uzupełnić tę opinię trzeba o to, o czym mówił Abra - porażek nie trzeba czcić, ale zdecydowanie trzeba o nich pamiętać i szanować. Bardzo często porównuje się powstanie warszawskie do wielkopolskiego - jedna wielka klęska wobec jednego wielkiego zwycięstwa. Owszem, świętować należy to drugie, a temu pierwszemu można zapalić tylko znicza na Powązkach - ale to nie zmienia faktu że ludzie walczący w powstaniu warszawskim byli takimi samymi bohaterami jak Ci z powstania wielkopolskiego - mieli tylko pecha, że rzucono ich do walki której nie mogli wygrać.
Chore jest, że najważniejszymi świętami historycznymi są w Polsce Katyń, Wołyń i Westerplatte, a nie Kircholm, Wiedeń czy Samosierra, ale (zawsze to powtarzam) nie należy popadać z jednej skrajności w drugą. Porażkom też należy się nieco szacunku.