Arvaan
Zniesmaczony - tak to chyba najlepsze słowo. Gdy widział tą wesołą bandę przypominał mu się instruktaż jak udzielał dzieciom, o dyscyplinie. Jednak tu trafił na grupę "indywidualistów". Nie warto strzępić języka, każdy jest zbyt pyszny by dopuścić kogoś do głosu. Rozejrzał się po pomieszczeniu, wszyscy byli rozsiani po karczmie, a z jej końca dobiegały rozmowy. O co tam chodzi? Udał się za rumorem i dotarł na zaplecze. Poza tłumem były tam dwie skrzynie. Hmmm... Jestem przyzwyczajony do chłodnych wieczorów na Wschodzie, ale jak będzie na osławionej północy? Warto wziąć kurtę póki są. Nie patrząc na nikogo dotarł do skrzyni i rzekł beznamiętnie:
- Biorę jedną.
Przymierzył - była zadowalająca. Ponownie rozejrzał się po sali. Dojrzał "płomiennowłosego" mędrka, który raczył każdego "radami", zwrócił uwagę na faceta w solidnym i... krępującym jak na karczmę rynsztunku, zahaczył wzrokiem o brodatego mężczyznę przy nietrzeźwej damie do której podszedł i spoglądając na jej twarz rzekł do współtowarzyszy:
- Przynieście mi wszystkie zioła i przyprawy jakie ma ten karczmarz, będę zobowiązany. - schylił się ku młódce - Droga Pani, pozwolisz sobie pomóc? Trzeba Panią, ekhm, postawić na nogi.
Jeśli otrzyma zioła skorzysta z lat spędzonych na uniwersytecie i sporządzi prosta miksturę "otrzeźwiającą".
- Proszę to wypić.
Czekając na spóźnione reakcje odurzonej kobiety rozejrzał się i zbywał nadchodzące spojrzenia. Cała ta sytuacja jest jak ze snu, może ja wciąż śnię? Kiedyś nigdy nie przypuszczałbym że istnieje coś tak egzotycznego jak te kule, przypadek i los... Ale z wiekiem rozum ustępuję... Czy powinienem za wszelką cenę odpowiedzieć na wezwanie? Czegoś co kiedyś uznał bym za nieistniejące? Wioska na mnie oczekuje, czy mogę ich ponownie zostawić? Chociaż czy czekając na znak nie stracimy tej unikatowej okazji... Jest tylko jeden sposób aby się przekonać... Jak bardzo Arvaan nienawidził skupiać na sobie uwagi, tylko on wiedział, ale jeśli ktoś miał stanowić część grupy, szczególnie tą decyzyjną musiał być stanowczy, nie mógł okazać niezdecydowania... Ciekawie będzie z takimi zadufańcami...
- Skoro mamy wyruszyć, musimy wiedzieć jak - powiedział donośnie, ale nie krzyczał - Zapewne nie każdy potrafi jeździć konno. warto opracować szlak, z miejscami gdzie będziemy mogli odnowić zapasy. Przemyślcie to. Powinniśmy prowadzić do konsensusu i jednomyślności. Liczebność w takiej wyprawie jest atutem. Wybierzcie. - nie licząc się z tym czy ktoś go słucha, rzucił na koniec. - W lasach możecie liczyć na mnie.
Cóż, może zrozumieją że nie liczy tu się kto pierwszy wpadnie na pomysł, tylko na jak dobry. Trzeba będzie dużo współpracy i chęci, aby odkryć tą tajemnicę... Arvaan przepchnął się do krzesła na którym spoczął, ale w takim miejscu by mógł dostrzec swoich kompanów. Ostatecznie spojrzał na oblicze młodej panienki i rzekł (jeśli spożyła napój):
- Lepiej?
//Nie chcę być nie miły, ale Chidori jasno określił, że każdy "ma dążyć" do tej wyprawy, bo choć ciężko mi było opracować coś zgodnego z filozofią mojej postaci to proszę Was o ten sam wysiłek.