1800 dzień??? Wtf? Co ty masz za plany? Nawet ja tyle nie przegrałem czasu, a wystarczy, że wbije sobie na WB, pogram z tydzień i mam nowe odznaczenie, to z byciem królem całej Calradii. I należę do tej nielicznej grupki (mniej niż 1% osób grające w WB które podbiło świat). Tylko... Przykładam się, kiedy będę mieć na to czas, bo obecnie wiesz, ciepło się robi, w domu siedzieć się tak średnio chce, a po za tym trzeba poprawiać zagrożenia :P
Odbiegłem od tematu. Polecam ci założyć królestwo w najbardziej dogodnym do tego momencie. Ja zacząłem tak, że odbijałem Vaegirom Rivacheg bo bojar się zbuntował i Hakimowi przysięgę złożył. Po 2 tygodniach w końcu miasto padło, ale... Khengieci zdobyli nam stolicę, Reyvadin! Popędziłem czym prędzej, no i odbiłem (dość szybko dotarłem, bo nie było nawet 100 ludzi w garnizonie). Miasto padło, jest spoko. Ładuje full garnizon, by nie padło miasteczko, chcę to dla siebie (brak lenn, dużo zasług, proszę o lenno) a król na to: "wal się na ryj, masz 900 denarów na osłodę!" No to ja to biorę siłą. Mam średni garnizon (120 ludzi, ok. 70 rycerzy), wiec czym prędzej do wiosek, rekrutów zbierać, i rozbijać oddziały Vaegirów wokół stolicy Królestwa Polskiego. Z czasem moi ukochani lordowie z relacjami na 100 (pierwszym lordem był Dhiyul, oryginalnie sarranid, honorowy jak coś), daje mu wioseczkę aby się nie buntował, i pędzimy pod najsłabszy zamek Vaegirów. Pada, jego lenno, czyli zamek wraz z pobliską wioską. Z czasem się tak coraz bardziej rozkręca, aż jest nieco wyżej opisana potęga.
Taa, w dużym skrócie, gdy będziesz wystarczająco silny, by wykorzystać słabą sytuację lennika, niedocenienie twej wartości i zdobyć miasto wroga. Nie da ci miasta (a nie da na bank) to bunt, i koniec. Da, no to jeszcze jedno, i w końcu nie da :P