Przyjrzałem się temu bliżej i faktycznie. Każdy mój region daje od siebie przychód rzędu kilku tysięcy surowców jednego typu + podatki, ale jednocześnie zabiera po kilka setek innych surowców. Gdyby mnie ktoś zapytał o zdanie, powiedziałbym, że koszty utrzymania prowincji są cholernie duże.
Wezmy jedna z moich prowincji.
Dzienna produkcja: 3 000 ton zboża plus 2 500 kasy
Dzienne zużycie: 250 zboże, 500 ryby, 680 żelazo, 120 drewno, 512 węgiel, 280 gaz i 250 kasy (rekrutacja wojska)
Z tego zestawienia jasno widać, że suma pozyskanych towarów jest tylko o jakieś 500-600 ton większa, niż zużywanych, nie licząc dość miłego przychodu gotówki.
Co więc robić? Teoretycznie wciąż wyciskamy z prowincji więcej, niżbyśmy na niej tracili, a więc okupacja jest opłacalna. A ataki od samego początku u mnie się opłaciły. Zająłem Belgię i 1/3 Niemiec, nie mam dużych strat, ba! Moje wojska dopiero nabierają rozpędu, bo wreszcie zbiłem je w kupę i podzieliłem na dwie grupy uderzenoiwe po ~25 jednostek i jednym wozie pancernym. Taka armia zajmuje prowincja po prowincji. I wy chcecie mi powiedzieć, że ktoś, kto od samego początku zamienia swoje państwo w zamek ma lepszą gospodarkę?
Co z tego, ze jego armia jest praktycznie naruszona, jesli ja posiadam siedemnaście regionów, w których non-stop produkuje wojsko? Wkrótce odrobie straty i to z nawiązką, a on wciąż będzie miał do dyspozycji tylko dziesięć punktów rekrutacyjnych.
Daliście mi jednak do myslenia i teraz skupiam się na prowincjach dostarczających zboże, żelazo i węgiel. Myślę, że jesli utrzymam wysoki przychód tych surowców, moja ekonomia sobie poradzi.