Odniesienie do Boga znajdziesz w naszej konstytucji:
"W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,
my, Naród Polski - wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł(...)"
Więc uważam że uczyć o Bogu powinno się. Co do formy, jest ona dyskusyjna. Wiadomo że każdy, absolutnie każdy nauczyciel powinien być fachowo przygotowany do prowadzenia swojego przedmiotu, tu nie ma wyjątków.
Na pewno nie powinno być przymusu, ale nie może być tak że część osób chodzi a część ma wolne. Można w tym czasie zaproponować inne zajęcia, chociażby etykę (oczywiście musi być to profesjonalnie przygotowany i opracowany przedmiot). I prosiłbym żeby osoby które w życiu nie zapłaciły jeszcze ani grosza podatku nie mówiły mi tu że za szkołę się płaci. Wy nic nie płacicie więc czemu macie pretensje. W kapitaliźmie wymaga ten, co płaci.
I kto wam naopowiadał głupot że nauczyciele religii mają umacniać czyjąś wiarę? Mają oni uczyć o Bogu, tłumaczyć na jakich zasadach oparta jest nasza wiara, jakimi wartościami się kieruje... I wskazywać na możliwość i potrzebę dialogu międzyreligijnego.
Na dzisiejszy wygląd katechezy szkolnej (bo tak ten przedmiot nazywa się w programie nauczania) jest po części zasługą samych uczniów. Ponieważ część z nich widzi że niektórzy mają wolne zamiast tej lekcji to czują się poszkodowani i starają się jak mogą przeszkadzać... Oczywiście, często jest też tak, że katecheta jest nieprzygotowany do nauczania. Niestety są też takie sytuacje, w których po prostu nie ma szans poprowadzić normalnych zajęć...