Sorry, że odkopie, ale i ja się wypowiem.
Nie jestem "wierzący" ponieważ nikt mi nie udowodnił, że Bóg istnieje. Nie jestem też ateistą, ponieważ nikt mi nie udowodnił, że Bóg nie istnieje. Tak więc oba te wyznania: zarówno religia, jak i ateizm opierają się na ślepej i irracjonalnej wierze, ponieważ żadne z nich nie posiada żadnych dowodów na uzasadnienie swoich racji. Każdy rodzaj wiary, zarówno ta religijna, jak i ateistyczna, to rozpaczliwe trzymanie się iluzji. Z tego powodu żadna z nich nie jest moją życiową ścieżką. Jestem inteligentną i obdarzoną wolną wolą istotą ludzką, a nie bezmyślną owcą, jest więc oczywiste, że nie potrzebuję pasterza. Ateizm jest równoznaczny z opuszczeniem stada bezmyślnych, fanatycznych i agresywnych ludzi religijnych i wkroczeniem do drugiego stada, może odrobinę mniej bezmyślnych, ale równie fanatycznych i agresywnych ateistów (to "odrobinę", to czasem jest "aż").
Ateistom tylko się wydaje, że myślą. Oni nie myślą, oni wyznają.
Co wyznają?
Wyznają światopogląd materialistyczny i padają na twarz przed swoimi ateistycznymi, najczęściej naukowymi, autorytetami, dokładnie tak samo, jak katolicy padają na twarz przed autorytetem Biblii, biskupów i papieża! Oni również pytają, w co im wolno wierzyć i co im wolno myśleć (zajrzyj na pierwsze lepsze forum dyskusyjne dla ateistów, a sam/a się przekonasz)!
Tak, nie jestem ani ateistą, ani katolikiem. Ani tym bardziej czymś pomiędzy.
Tyle.