Ta, lygrysem od razu - tak dobrze to nie ma.
Przeczytaj dokładnie konstytucje kwietniową z 1935 roku. To jest taka wizja, zracjonalizowanego autokratyzmu. Potężna pozycja prezydenta, którego wybierają elektorzy a wybory są wtedy gdy ustępujący prezydent, wskaże kontrkandydata wobec tego wyłonionego przez elektorów.
Prezydent mógł wtedy bardzo wiele, funkcje rządzenia wprost i literalnie odebrali sejmowi, senat był wybierany przez "elitę" (ludzi zasłużonych pod pewnymi względami -naukowymi czy np. posiadającymi odpowiednie medale) a sejm przez resztę, czyli czymś więcej się różniły. I ta konstrukcja, była bardziej wyważona. JKM przytacza co i raz, przykład dwóch meneli którzy mają więcej głosów niż profesor...Moim zdaniem tu nie powinno chodzić o to aby menele nie głosowali- bo mogą głosować z sensem, alkoholizm to choroba, która może stoczyć i nauczyciela, i robotnika, i prezesa banku; tu chodzi o to, aby sejm i senat czymś się różniły, reprezentowały inne wizje innych wyborców.
To wszystko, ma więcej sensu niż monarchia.