To już któraś z kolei dyskusja religijna, w której hmm... wychodzi na to, że będę uczestniczył, więc proszę zapiąć pasy i cieszyć się wycieczką :) To, czy jestem ateistą, neutralnym czy katolikiem, powiem na samym końcu, póki co bierzcie moje słowa na zimno :)
Po pierwsze, sprawa wiary. Ateiści mówią, że nie wierzą, bo nie ma dowodów. Ale proszę państwa, przecież brak dowodów to absolutny fundament wiary! Wiara nie równa się wiedza, to jasne i oczywiste.
Kiedyś, dawno dawno temu, zanim jeszcze Gabriel przyszedł do Maryi przekazać jej radosną nowię, w starożytnej grecji było sobie coś, co nazywa się Mitologią. Jakie funkcje spełniała przede wszystkim? Otóż uświadamiała prostemu ludowi, dlaczego czasem jest sztorm na morzu (Bo Posejdon się gniewa), a dlaczego słońce wschodzi i zachodzi (Bo Helios je wozi swoim rydwanem). W prosty sposób odpowiadała na dość trudne, a nawet niemożliwe do odpowiedzenia w tamtych czasach pytania. Być może tak samo było z chrześcijaństwem i biblią, tyle, ze zamiast całego panteonu bóstw, z których każde ma władzę nad jakąś cząstką wszechświata, jest sobie jeden wielki byt, który odwala całą tą robotę.
Szczerze? Nie zaglądałem do tych pytań. Zapewne gdybym miał sobie sam zadać kilkanaście pytań o wiarę, to duża część z nich by się zgadzała.
Jednakże, jedno pytanie... jedna z wielu niejasności biblijnych. Otóż dawno dawno temu, był sobie ktoś taki jak Joszua. Tak się jakoś złożyło, że Joszua był uczestnikiem wielkiej bitwy, która miała przeciągnąć się do nocy. Aby więc mozna ją było kontynuuować, Joszua padł na kolana i prosił Boga, by ten zatrzymał słońce na niebie. I tak się stało, że do końca bitwy (którą wierni oczywiscie wygrali) słońce nieruchomo trzymało się na niebioskłonie.
A przecież teraz już wiemy, w dużej mierze dzieki naszemu rodakowi, że to nie słońce kręci się wokół ziemi, lecz ziemia wokół słońca. Więc, ten tego, gdzie tu sens? Mój szkolny brat zakonny, który jest naprawdę spoko gościem, z którym można pogadać o wszystkim i się pośmiać (tak to juz jest w liceach, gimnazja - zazdrośćcie :) ) odpowiedział tak: Wtedy, kiedy pisali Biblię, nie znali jeszcze teorii heliocentryzmu, więc napisali tak, a nie inaczej. Znaczy się, jest już błąd. I to błąd uznawany przez Kościół. Innymi słowy, takich błędów może być od groma, a co za tym idzie - Biblia nie jest ani Święta, ani nieomylna (to zresztą wynika jedno z drugiego). A przeciez to fundament katolickiej wiary, jak Święta Księga może nadal być Święta, skoro się myli? A cóż, innego przewodnika po katolickiej wierze nie mamy, bo wszystkie prace wielkich uczonych teologów i Świętych opieraja się chociaż częściowo na Biblii (nie bede juz tu mowil o niektorych Świętych, jak np Matka Teresa, ktora uprawiała straszne praktyki w tej swojej "lecznicy", a caly swiat chrzescijanski wyniosl ja pod niebiosa)
Nie chce mi sie pisac wiecej :D Post i tak jest juz dlugi, reszte asów zatrzymam sobie w rękawie :) I jestem, oczywiście, Ateistą. Co ciekawe, jeszcze cztery lata temu byłem zażartym katolikiem, który miał szóstki z religii, chodził co niedziele do kościoła i poważnie zastanawiał się nad pójściem do seminarium.