Garwald, Verator (początkowo Cavaron - monologu nie słyszysz)
Lewitująca, marionetkowa postać Randhaar'a, która zdawała się jednocześnie budzić tak dalece skrajne emocje wisiała przed wami w powietrzu. Patrząc na pulsującą czerwoną poświatę i puste przeraźliwie świecące się oczy odczuć można było zarazem strach jak i zaufanie, podziw oraz niepokój. Mimo tego, że głowa nie odwróciła się, a oczy zjawy nie podążyły za opuszczającym salę magiem, ten przez chwilę poczuł na swym karku chłód gniewnego spojrzenia istoty. Mimo to, w oczekiwaniu na morderczy cios, nie zatrzymał się i opuścił salę. W tym czasie do pozostałej dwójki dotarł ten sam dźwięczny, nie przyjmujący odmowy głos, który dobiegał z krtani Randhaar'a.
- Zaprawdę dziwne to czasy... Tevinterski mag odrzucający pozazmysłowy i paramagiczny kontakt. Ari panahedan imekari. Wasza dwójka. Na was spocznie los. Antaam maraas! Vashoth nie oddalili się nadto. Sami ich jednak nie dościgniecie. - Postać artykułowała każde słowo, a wam wydawało się, że chwila ta trwa wiecznie. -Kanaeleth... Kirkwal w waszej mowie. Tam skierujcie swe kroki. Arvaarad was znajdzie. On was poprowadzi. Antaam maraas... Ale wy macie szanse. Wy miejcie nadzieję. Ruszajcie! Sztylet i płótno zabierzcie ze sobą. Anaan esaam Qun! Ataash varin kata. - Wypowiadając te słowa lewitujący Randhaar wykonał ruch dłonią, a wam zamarły serca, czy aby nie czeka was dołączenie do martwych towarzyszy, których ciała nie zdążyły jeszcze wystygnąć. Jednak wasze obawy okazały się niepotrzebne, gdyż usłyszeliście jedynie trzask ołtarza uderzającego o ścianę, a w miejscu na którym stał dotychczas dostrzegliście kawałek skóry z naniesionymi nazwami - była to mapa. Pewnie o tej samej mapie wspominał konający. Gdy się do niej zbliżyliście, a Garwald ją podniósł, zauważyliście, że znajdujące się na niej nazwy są zapisane w nieznanym wam języku, a zarysy terenu zupełnie nic wam nie mówią. Z lewitującą za waszymi plecami potężną istotą musicie podjąć decyzję... Wyruszyć do Kirkwall? A może spróbować jak Cavaron opuścić pomieszczenie i zostawić to wszystko za sobą...
Cavaron
Opuściłeś salę mimo strachu przed gniewem postaci. Nie wiedziałeś, czy odwrócenie się do niej plecami nie zakończy się śmiercią... twoją śmiercią - dla ciebie, na szczęście, tak się nie stało. Gdy do twych nozdrzy dotarło świeże powietrze pojawiła się myśl. Może niepotrzebnie opuściłeś salę? Gdy drzwi znalazły się za twymi plecami nie doszedł do twych uszu żaden dźwięk z wnętrza budynku. Było to nader dziwne, lecz czy dziś coś jeszcze mogło cię zdziwić? Krasnolud i kupiec pozostali wewnątrz, a ty zastanawiałeś się co czynić dalej...