Tak. Angol będzie klimatycznie, swojsko i poprawnie nie kumał ani słowa z menu. Na tym to ma polegać? Jeżeli tak to przepraszam, myślałem że nazwy mają być zrozumiałe dla obcokrajowców. ;-)
Wetnę się w temat, który mnie nie dotyczy, ale... co mi szkodzi. :p Choć widzę, że Luca zaproponował podobne rozwiązanie. Otóż, przypominając sobie kilka świetnych modyfikacji do Rome: Total War, m.in. Europa Barbarorum, Troy: Total War, Roma Serrucum, SPQR, chciałbym tylko napisać, że najbardziej klimatycznymi okazywały się te, które nie próbowały wchodzić wszystkim do dupy przy użyciu wazeliny. :)
Taki EB (bo na nim spędziłem najwięcej czasu), olał swego czasu pojękiwania niezadowolonych i poszedł w najlepszą możliwą stronę związaną z nazewnictwem. Nie dość, że każda frakcja nosiła swoją prawdziwą nazwę - nie było głupich "brytów", byli "Casse", nie było jakichś bzdurnych "germanów" tylko "Sweboz" (z oryginalnym zapisem), usunięto "dację" a wpisano "Lusotannan", nie było Galii tylko "Aeduni" i "Arveni", etc. Identycznie twórcy postąpili z jednostkami. Co z tego, że większość graczy łamało sobie języki na takich nazwach jak "Giusim Aravim Tsfonim", "Lo'hamim Azzilim", "Komatai Sphendonetai", etc. Z czasem okazało się, że właśnie takie podejście do nazewnictwa sprawiło, że EB stało się najbardziej klimatyczną modyfikacją Rome'a.
Morał z tego taki, że może warto porzucić ten głupi trend zangielszczania wszystkiego i zostawić jednostki z nazwami takimi jakie nosiły historycznie? Gracze się przyzwyczają, a z czasem docenią to posunięcie i po początkowym kwileniu angielskojęzycznych gówniarzy, że jest "Piechur", a nie jakiś "Infantryman" wszystko wróci do normy i nikt za tamtymi nazwami nie będzie tęsknił.