Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Kroniki Calradii  (Przeczytany 14150 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline Aldred

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 542
    • Piwa: 16
    • Płeć: Mężczyzna
    • No Trance No Life.....
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #90 dnia: Lipca 12, 2011, 09:22:46 »
    Popieram przedmówce. Nastrojowy klimat zbudowałeś, nie wiem czy mogę ale proszę Cie o to abyś nie postanowił zrobić z tego kolejny oklepany schemat młodzieńca który chce być królem. To tylko moje zdanie(nie musisz w ogóle się tym przejmować). Chodzi mi o to że po przeczytaniu tego rozdziału poczułem fajny klimat i oby tak dalej. Miło się czyta ,ja niekiedy narzekam na to co napiszę i brak weny do mojego opowiadania że masakra. Tobie życzę sporo chęci i zamieszczaj kolejną część , czekamy;)
    Ah,i pozwolę sobie zamieścić ocenę;)
    7/10 (nie wiem jak dalej Ci pójdzie i czego mamy się spodziewać dlatego 7)
    Zwycięstwo nie wymaga tłumaczenia,porażka na nie nie pozwala.Wymówki to schronienie dla słabych.-Wielki Książe Ostlandu Hals von Tasenick.

    http://adi88pl.wrzuta.pl/audio/88OeZEtUsq1/kingdom_of_trance_nev_year_2012_adi_mix
    Pora promować muzykę trance i swoją twórczość;)

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #91 dnia: Lipca 12, 2011, 09:47:47 »
    Bardzo dziękuję za komentarze. Aha, Aldred, co do twoich "obaw" o losy opowieści, to powiem ci tyle, że nikt żadnym nowym cesarzem nie zostanie;). Ogólnie postanowiłem, że ta część Kronik zostanie poświęcona Zendar i jego historii od założenia, do największych lat świetności. Poszczególne opowiadania będą pojawiały się w kolejnych momentach podróży i na samym dworze cesarza. Chodzi o to, że cesarz, jako wielki "fanatyk" historii Calradii poprosił o "Kroniki Zendar" by w obecności największych swoich doradców wyszukać błędy, ale i osiągnięcia dawnych mieszkańców Calradii. Tak więc historia "bieżąca" (Alvira i innych bohaterów) przeplatać się będzie z opowieściami i legendami dotyczącymi samego Zendar. Postanowiłem, że kolejne części mojej kroniki (do których mi jeszcze daleko, i o których nie chcę myśleć, żeby nagle nie stracić pomysłów do tej części) to będą kolejne księgi odczytywane na dworze Gildora III, dotyczące historii ludzi zamieszkujących Calradię, tak wiec każdy nowy rozdział będzie odrębną opowieścią dotyczącą historii opisywanej kultury (w tym przypadku Wolnych Ludzi z Zendar). A jako, że mam mnóstwo pomysłów i chcę je wszystkie (no, prawie wszystkie) wykorzystać, to pierwsza opowieść dotycząca samego założenia Zendar pojawi się już dziś. Nie wiem dokładnie kiedy (zależy od tego kiedy wena mnie "odwiedzi").

    A więc zamieszczam tu pierwszą opowieść, może wydawać się krótka, ale taka miała być, kolejna pojawi się w najbliższym czasie (mam nadzieję).


    "Kroniki Calradii Tom II - Kroniki Zendar"


    Opowieść pierwsza
    "Przez sól do wolności"


       W roku 854 trzeci cesarz Calradii - Delaron I wysłał w góry na granicy Swadii i ziem Vaegirskich ekspedycję, której zadaniem było odszukanie soli - białego złota. W nagrodę mieli oni dostać Zendari, czyli Wolność, a cesarz miał wybudować dla nich miasto o takiej właśnie nazwie - Zendar.
       W obozie górników panowała nieprzyjemna atmosfera. Poszukiwania soli trwały już ponad cztery lata. Z dziesięciu tysięcy wysłanych ludzi przy życiu pozastała połowa. Pozostali zrezygnowali. Mimo to nikt z pozostałych nie wątpił w sens wyprawy, no może prawie nikt...
    -Martin ty obiboku, wstawaj robota czeka!!!
    -Ehh, zaraz, przecież dopiero co słońce zaczęło wschodzić, daj jeszcze pospać, wczoraj w nocy musiałem zmienić jakiegoś przeklętego kalekę, który rzekomo "poważnie ucierpiał wskutek złamania ręki, co uniemożliwiło mu dalszą pracę".
    -Ty chyba żartujesz?! Przecierz ze złamaną ręką nie da się pracować! A zresztą co się dziwisz, że ciebie wybrali żebyś go zmienił, przecierz tylko ty nie przepracowałeś wszystkich godzin obowiązkowych, pamiętasz?!
    -Kłamstwa tych przekletych strażników, jasne że przepracowałem...
    -No oczywiście, że tak!!! Przepracowałeś, ale tylko pod warunkiem, że bieganie po obozie do beczki z piwem i z powrotem można pracą nazwać!!!
    -No a nie? Nie wiem co za imbecyl postawił tę beczkę tak daleko od środka naszego obozu, w pozostałych mają dobrze ustawioną. A przy okazji, nie chcesz napić się piwa? Trochę zostało ze wczoraj.
    -Po pierwsze sam tę beczke ustawiłeś tak daleko idioto, kiedy jeszcze miałeś tam swój namiot, a po drugie nie prubuj mnie przekupić piwem, ruszaj się, robota czeka!
    -Ehh dobra juz idę, ale nie wrzeszcz już tak Ulmir, dobra?
    Martin był najmłodszym, i zdecydowanie najbardziej leniwym członkiem ekspedycji. Zgłosił się tylko dlatego, bo jak twierdził jego życie i tak jest nudne i nie ma nic lepszego do roboty.
    Ulmir był za to znacznie starszy i bardzo pracowity. Miał czarne włosy i brodę, był niewysoki, znacznie niższy od Martina, ale za to sporo silniejszy.
        Gdy dotarli na miejsce zbiórki, większość obozu już tam była. Wszyscy ustawiali się w kolejce do dużego stołu na środku obozowiska, przy którym żony pracowników rozdawały wcześniej przygotowane racje żywności. Obóz był dosć duży, położyny był w niewielkiej kotlinie. Składał się z około dwustu namiotów. Mieszkało w nim prawie tysiąc pracowników z żonami. Żywność otrzymywali od cesarstwa, ze specjalnie przygotowanych dostaw. Kazdy obóz, a było ich pięć równej wielkości, otrzymywał jedna dostawę na tydzień. Nie było to wystarczająco dużo porzywienia, by wyżywić tylu ludzi, dlatego ci z robotników, którzy wiedzieli co nieco o polowaniu, zdobywali pożywienie w zamian za zwolnienie z pracy.
       Po śniadaniu wszyscy skierowali się w kierunku kopalni. Nikt się nie cieszył, ani nie smucił. Gdy zeszli na sam dół szybu, jeden z młodszych robotników o imieniu Reldi podszedł do Ulmira.
    - Ulmir, ty jesteś doświadczonym górnikiem, powiedz nam proszę, na jakiej głębokości jesteśmy dokładnie?
    -Hmm, będzie jakieś kilkaset stóp, może pięć setek, może sześć.
    -Aha, czy to już wystarczajaco głęboko?
    -Moim zdaniem tak, tutaj możemy rozpocząć ponewne poszukiwanie.
    Wszyscy wysłuchali Ulmira i natychmiast wzięli się do pracy. Ulmir był dla wielu młodszych górników autorytetem, człowiekiem, który nigdy się nie poddaje.
       Wszyscy pracowali ciężko, w ciszy. Nikt się nie odzywał. Nikt nie chciał przeoczyć choćby najmniejszej bryłki niezwykle cennej soli. Gdy grupa Ulmira zakończyła swoją pracę, nie znajdując nic ciekawego, do kopalni weszła grupa Oliviera, w której znajdował się między innymi Martin. Niechętnie postanowił jednak zaszczycić kolegów swoją obecnoscią, wspominając poranną rozmowę z Ulmirem. Po kilku godzinach cięzkiej pracy stało się coś strasznego. Strop kopalni się zawalił, a kamienie przygniotły starego Oliviera. Gdy kurz opadł, okazało się, że poza dowódcą grupy nikt nie zginął. Takie wypadki zdarzały się nieczęsto, tak więc morale górników straszliwie spadło. Wszyscy wzięli się za wydobycie z gruzów ciała Oliviera, nawet Martin. Gdy pozostali wyszli, on pozostał w kopalni jeszcze chwilę. Gdy odwrócił się by wyjść z szybu, coś mignęło mu przed oczyma. Nie mógł dokładnie określić, co to było. Wziął do ręki pochodnie, i poświecił w miejcu, w którym strop się zawalił. Gdy tam spojrzał, zaparło mu dech w piersiach. Znajdowało sie tam Ogromne złoze soli.
    Martin natychmiast wybiegł z kopalni by powiadomić resztę. Zmutek po srtacie kolegi zszedł na drugu plan. Teraz wszyscy cieszyli się, z odkrycia Martina.
       Przez następne dni z obozu Ulmira wysyłani byli posłańcy do pozostałych obozowisk, w celu powiadomienia o odkryciu pozostałych. Jak się później okazało, inni także odnaleźli sól w swoich kopalniach. Po kilku miesiącach w miejscu, gdzie znajdowały się obozy, stanęły niewielkie osady, w których mieszkali gornicy, którzy nie chcieli odejsć do nowego domu, twierdząc, że tu jest ich miejsce. Po kilku latach na granicy ziem swadiańskich i nordyckich pojawiło się niewielkie jeszcze wtedy miasto, Zendar.



    CDN
    « Ostatnia zmiana: Lipca 12, 2011, 13:18:27 wysłana przez kargul »

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #92 dnia: Lipca 12, 2011, 12:13:01 »
    Szczerze, to miło mi się czytało, lecz czasem lekko atmosferę psuły te błędy. :/ No ale nic się nie stało, zapewne szybko pisałeś tę część. Ale ogólnie, to również i ta opowieść mi się podobała, choć krótka, ale była ciekawa. :)

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #93 dnia: Lipca 15, 2011, 21:16:38 »
    Nowy rozdział/opowieść, a raczej jego pierwsza część (będzie dość długi) ukarze się dopiero jutro. Wysłałbym go dziś, ale gdy kończyłem pisać komputer na chwile stracił zasilanie, i to co napisałem nie zapisało się:(. Bardzo przepraszam, za tak długie zwlekanie.

    Przepraszam bardzo, Wszystkich czekających na kolejną część, pojawi się jutro, ale za to w całości. Dziś nie dałem rady bo... a co będę gadał, wakacje są, ciekawsze się rzeczy do roboty ma niż ślęczenie nad klawiaturą i pisanie (Warband), i mniej ciekawe też (rwanie malin, mieszkanie na wsi zobowiązuje do pracy, no niestety nie tylko przy kompie się żyje;)).
    Nie przeczę, zapisywanie moich rozmyślań na temat historii Calradii jest moja pasją, nie mniejszą niż historia ogólnie, ale jednak są też inne rzeczy, które można robić (Warband). Jeszcze raz bardzo przepraszam zainteresowanych tym, co piszę, i no cóż, Warband czeka ;)
    « Ostatnia zmiana: Lipca 16, 2011, 18:18:17 wysłana przez kargul »

    Offline Mortis

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 589
    • Piwa: 3
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #94 dnia: Lipca 16, 2011, 18:43:02 »
    Powiem ci kolego, że jedziesz na wyobraźni.
    Twoja opowieść to sucha kronika, którą niestety sucho się czyta, nie ma tam ani grama emocji, niestety. Także budowa zdań siada, częste powtórzenia, błędy... to wszystko psuje nastrój.
    Ale cóż, o kronikę nie ma co się czepiać, takie już one są... mimo wszystko można by wprowadzić coś ciekawszego, bo ja po pierwszej "częsci" dalem sobie spokoj.

    Pozdrawiam

    Offline Gacek3000

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 333
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • NIE dla ACTA!
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #95 dnia: Lipca 17, 2011, 09:16:14 »
    E tam... Mi się podoba. Tylko szkoda, że nie poznaliśmy dalszych losów Delarona i zakończenia tej wielkiej wojny. Po prologu sądzę, że już jest dawno po wydarzeniach z poprzedniej części (przecież żyjącym nie stawia się pomników). Być może w trzeciej części wypełnisz lukę pomiędzy pierwszą a drugą częścią kroniki... zobaczymy.

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #96 dnia: Lipca 17, 2011, 10:02:42 »
    Co do twojego komentarza Mortis to cóż mogę powiedzieć, do głowy przychodzi mi tylko jedno "O gustach się nie dyskutuje" a co do tego, że to co piszę to "sucha kronika", masz trochę racji. Przepraszam bardzo za błędy ortograficzne, ale no cóż piszę na świeżo, do tego w dokumencie word pad, który mi tych błędów nie ukazuje, a sam pisząc na szybko nie przywiązuje do nich większej uwagi (dlatego od dziś znów zaczynam pisać od razu na tawernie). Co do dzisiejszego rozdziału, miał się pojawić dziś rano, ale gdy go kończyłem komputer znowu odmówił posłuszeństwa i wszystko się usunęło (uroki korzystania z dziewięcioletniego kompa)... Jedno jest pewne rozdział ukarze się dziś, nie wiem czy w pełnej okazałości, czy w większości, ale się ukarze (trzymajcie mnie za słowo). Dobra a ja idę jeść śniadanie, bo zgłodniałem i komputer mi humor popsuł:(.
    Dobra, więc zamieszczam kolejny rozdział, jest to jego pierwsza część, a będzie ich prawdopodobnie trzy, tak więc niektórym może wydawać się krótki (bo taki jest).




    Kroniki Calradii Tom II - Kroniki Zendar

    Opowieść druga - "Przybysze"
    Cz I


                   Noc była już w pełni. Na niebie ujrzeć można było księżyc w pełnej okazałości. Droga prowadząca do Zendar nie była oświetlona, choćby nawet jedną, najmniejszą latarnią. Mimo to dwójka wędrowców poruszała się nią od świtu, kierując się do coraz bliższego Zendar, robiąc tylko krótkie i nieliczne postoje. Obaj podróżnicy byli mniej więcej równi wzrostem i obaj nosili ciemnoszare płaszcze z kapturami zakrywającymi im niemalże całą twarz. Od dłuższego czasu rozmawiali ze sobą :
    -Ej Drimnorze, jedziemy do tego Zendar i jedziemy, a jego nie ma.
    -Nie nam, tak doświadczonym podróżnikom narzekanie na trudy podróży, Vilianie.
    -Ehh, jak zwykle masz rację, przyjacielu. Ty się na tym lepiej znasz, powiedz, ile to godzin już tak jedziemy od ostatniego postoju?
    -Będzie z sześć, może siedem, a co?
    -Zastanawiam się, czy by może jeszcze chwilę nie wypocząć?
    -Zbyt wielkie ryzyko, przyjacielu. Jeśli się zatrzymamy to jak nas bandyci nie napadną to wilki zjedzą, lepiej jedźmy dalej, do świtu przynajmniej.
    -Dobrze, jak chcesz, ale powiedz mi, co w tym Zendar takiego, że ci tak pilno, bo wiesz, skoro jedziemy razem...
    -Już mówiłem, to moja sprawa, a to że ze mną jedziesz to twój pomysł i twoja odpowiedzialność.
    -Dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów, ja nie będę się uprzykrzał.
    -Mówisz to już siódmy raz, przyjacielu, ale od teraz trzymam cię za słowo.
    Nagle na drodze ukazało się kilku zbrojnych ludzi. Było ich co najmniej pięciu, a w każdej chwili mogli pojawić się następni.
    -Głowę dam sobie uciąć, jeśli nie zbóje! - powiedział do towarzysza Vilian
    -To nastawiaj karku, już obcinam, przecież to są strażnicy, nie widzisz, że jeden jakiś sztandar trzyma? Pewnie z Zendar, a są tu zapewne na zwiadzie, muszą mieć niedaleko stróżówkę, do miasta jeszcze z pół mili.
    Nagle rozmowę przerwał dowódca strażników trzymający chorągiew.
    -Kto wy i czego tu szukacie o tej godzinie? Mówić zaraz!!!
    -Spokojnie, bez nerwów, jesteśmy zwykłymi podróżnikami zmierzającymi do Zendar szlachetny panie. - odpowiedział Drimnor
    -Jaki dowód macie na to?
    -Najlepszy z nich to my sami, bandyci by się we dwóch nie zapuszczali tak blisko miasta, a w dodatku uciekli by na wasz widok.
    -Co racja, to racja, a więc mówicie, że do miasta zmierzacie? To się dobrze składa, właśnie kończyliśmy zwiad i nasz oddział także powraca do Zendar, już zostaliśmy zmienieni. Pozwólcie panowie, że was odprowadzimy, drogi niebezpieczne teraz, łatwo o spotkanie bandy zbójów.
    -Bardzo dziękujemy za propozycję, chętnie wyruszymy razem z wami.
                   Strażnicy byli uzbrojeni tylko we włócznie i sztylety, niektórzy mieli także tarcze. Nosili także materiałowe kaftany i tabardy z herbem miasta. Jedynie ich dowódca miał lepszy rynsztunek w postaci metalowego hełmu, kolczugi i miecza. Wędrowali tak przez ponad dwie godziny, a miasta wciąż nie było widać. Wydawało się, że po drodze nie spotka ich żadna przygoda,. Nagle z pobliskich zarośli wybiegła grupa zbrojnych w długie noże, maczugi, łuki i oszczepy ludzi. Byli to bandyci. N a ich widok strażnicy natychmiast uformowali szereg. Napastników było około dwudziestu. Niektórzy, uzbrojeni w broń zasięgową ostrzelali skromną formację strażników, po czym zaatakowali. Widać było, że nie zamierzali ustąpić. Oddział trzymał formację tylko przez kilka minut, później się rozpadła. Vilian i Drimnor widząc to zrzucili płaszcze i dobyli ukrytych pod nimi, długich mieczy. Jako, że szli pieszo, by dać wypocząć koniom, tak też musieli walczyć. Strażnikom w międzyczasie udało się usiec kilku bandytów, jednak dwóch żołnierzy zostało zabitych. Bandyci nie ustąpili, dalej atakując. Gdy Drimor i Vilian dobiegli do walczących strażników, nieżywych było ich już trzech. Jak się okazało podróżnicy obeznani byli z walką mieczem, gdyż szybko położyli dwóch kolejnych bandytów. Szczególnie dobrze radził sobie Drimnor. Było tak do momentu, w którym został otoczony przez trzech bandytów. Stał nieruchomo z mieczem trzymanym oburącz, przyglądając się napastnikom. Spokojnie czekał, aż zaatakują. Nagle jeden z nich ruszył ku Drimnorowi wymachując nad głową maczugą. Widząc to podróżnik poczekał chwilę, a gdy przeciwnik zadał cios, zrobił unik półobrotem jednocześnie atakując z prawej strony uderzając w plecy przeciwnika, który zachwiał się, po czym padł martwy. Widząc to do ataku rzucili się pozostali, atakując z dziką furią, ale wędrowiec blokował każdy ich cios z łatwością. Gdy uznał, że ma już dość tej zabawy kopnięciem odepchnął jednego z przeciwników, po czym wyprowadził potężne pchnięcie prosto w jego brzuch, następnie obrócił się ku kolejnemu przeciwnikowi jednocześnie atakując ciosem z góry i uderzając wroga prosto w głowę. Vilian nie radził sobie gorzej, i w tym czasie zabił dwóch bandytów serią celnych ciosów. Po kilku chwilach bitwa zakończyła się, wszyscy bandyci nie żyli. Zginęło także trzech strażników i jeden został raniony.
    -Dziękuje wam przyjaciele za pomoc. - powiedział dowódca strażników - Muszę pochować naszych poległych towarzyszy, po czym wyruszę do stróżówki powiadomić głównodowodzącego. Cóż, do miasta już niedaleko, wątpię by  mogło się jeszcze coś złego panom przytrafić.
    -Dziękujemy za ochronę, i współczujemy śmierci towarzyszy, pomoglibyśmy przy pochówku, ale czas nagli, a ja jeszcze dziś muszę byś w Zendar. - powiedział Drimnor, po czy odwrócił się i wyruszył wraz z przyjacielem w dalszą podróż...


    CDN
    « Ostatnia zmiana: Lipca 17, 2011, 18:46:59 wysłana przez kargul »

    Offline ljuki@g

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 5
    • Piwa: 0
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #97 dnia: Lutego 18, 2012, 15:20:44 »
    Będzie Ciąg dalszy? I kiedy?