Co do twojego komentarza Mortis to cóż mogę powiedzieć, do głowy przychodzi mi tylko jedno "O gustach się nie dyskutuje" a co do tego, że to co piszę to "sucha kronika", masz trochę racji. Przepraszam bardzo za błędy ortograficzne, ale no cóż piszę na świeżo, do tego w dokumencie word pad, który mi tych błędów nie ukazuje, a sam pisząc na szybko nie przywiązuje do nich większej uwagi (dlatego od dziś znów zaczynam pisać od razu na tawernie). Co do dzisiejszego rozdziału, miał się pojawić dziś rano, ale gdy go kończyłem komputer znowu odmówił posłuszeństwa i wszystko się usunęło (uroki korzystania z dziewięcioletniego kompa)... Jedno jest pewne rozdział ukarze się dziś, nie wiem czy w pełnej okazałości, czy w większości, ale się ukarze (trzymajcie mnie za słowo). Dobra a ja idę jeść śniadanie, bo zgłodniałem i komputer mi humor popsuł:(.
Dobra, więc zamieszczam kolejny rozdział, jest to jego pierwsza część, a będzie ich prawdopodobnie trzy, tak więc niektórym może wydawać się krótki (bo taki jest).
Kroniki Calradii Tom II - Kroniki Zendar
Opowieść druga - "Przybysze"
Cz I
Noc była już w pełni. Na niebie ujrzeć można było księżyc w pełnej okazałości. Droga prowadząca do Zendar nie była oświetlona, choćby nawet jedną, najmniejszą latarnią. Mimo to dwójka wędrowców poruszała się nią od świtu, kierując się do coraz bliższego Zendar, robiąc tylko krótkie i nieliczne postoje. Obaj podróżnicy byli mniej więcej równi wzrostem i obaj nosili ciemnoszare płaszcze z kapturami zakrywającymi im niemalże całą twarz. Od dłuższego czasu rozmawiali ze sobą :
-Ej Drimnorze, jedziemy do tego Zendar i jedziemy, a jego nie ma.
-Nie nam, tak doświadczonym podróżnikom narzekanie na trudy podróży, Vilianie.
-Ehh, jak zwykle masz rację, przyjacielu. Ty się na tym lepiej znasz, powiedz, ile to godzin już tak jedziemy od ostatniego postoju?
-Będzie z sześć, może siedem, a co?
-Zastanawiam się, czy by może jeszcze chwilę nie wypocząć?
-Zbyt wielkie ryzyko, przyjacielu. Jeśli się zatrzymamy to jak nas bandyci nie napadną to wilki zjedzą, lepiej jedźmy dalej, do świtu przynajmniej.
-Dobrze, jak chcesz, ale powiedz mi, co w tym Zendar takiego, że ci tak pilno, bo wiesz, skoro jedziemy razem...
-Już mówiłem, to moja sprawa, a to że ze mną jedziesz to twój pomysł i twoja odpowiedzialność.
-Dobra, jak nie chcesz mówić to nie mów, ja nie będę się uprzykrzał.
-Mówisz to już siódmy raz, przyjacielu, ale od teraz trzymam cię za słowo.
Nagle na drodze ukazało się kilku zbrojnych ludzi. Było ich co najmniej pięciu, a w każdej chwili mogli pojawić się następni.
-Głowę dam sobie uciąć, jeśli nie zbóje! - powiedział do towarzysza Vilian
-To nastawiaj karku, już obcinam, przecież to są strażnicy, nie widzisz, że jeden jakiś sztandar trzyma? Pewnie z Zendar, a są tu zapewne na zwiadzie, muszą mieć niedaleko stróżówkę, do miasta jeszcze z pół mili.
Nagle rozmowę przerwał dowódca strażników trzymający chorągiew.
-Kto wy i czego tu szukacie o tej godzinie? Mówić zaraz!!!
-Spokojnie, bez nerwów, jesteśmy zwykłymi podróżnikami zmierzającymi do Zendar szlachetny panie. - odpowiedział Drimnor
-Jaki dowód macie na to?
-Najlepszy z nich to my sami, bandyci by się we dwóch nie zapuszczali tak blisko miasta, a w dodatku uciekli by na wasz widok.
-Co racja, to racja, a więc mówicie, że do miasta zmierzacie? To się dobrze składa, właśnie kończyliśmy zwiad i nasz oddział także powraca do Zendar, już zostaliśmy zmienieni. Pozwólcie panowie, że was odprowadzimy, drogi niebezpieczne teraz, łatwo o spotkanie bandy zbójów.
-Bardzo dziękujemy za propozycję, chętnie wyruszymy razem z wami.
Strażnicy byli uzbrojeni tylko we włócznie i sztylety, niektórzy mieli także tarcze. Nosili także materiałowe kaftany i tabardy z herbem miasta. Jedynie ich dowódca miał lepszy rynsztunek w postaci metalowego hełmu, kolczugi i miecza. Wędrowali tak przez ponad dwie godziny, a miasta wciąż nie było widać. Wydawało się, że po drodze nie spotka ich żadna przygoda,. Nagle z pobliskich zarośli wybiegła grupa zbrojnych w długie noże, maczugi, łuki i oszczepy ludzi. Byli to bandyci. N a ich widok strażnicy natychmiast uformowali szereg. Napastników było około dwudziestu. Niektórzy, uzbrojeni w broń zasięgową ostrzelali skromną formację strażników, po czym zaatakowali. Widać było, że nie zamierzali ustąpić. Oddział trzymał formację tylko przez kilka minut, później się rozpadła. Vilian i Drimnor widząc to zrzucili płaszcze i dobyli ukrytych pod nimi, długich mieczy. Jako, że szli pieszo, by dać wypocząć koniom, tak też musieli walczyć. Strażnikom w międzyczasie udało się usiec kilku bandytów, jednak dwóch żołnierzy zostało zabitych. Bandyci nie ustąpili, dalej atakując. Gdy Drimor i Vilian dobiegli do walczących strażników, nieżywych było ich już trzech. Jak się okazało podróżnicy obeznani byli z walką mieczem, gdyż szybko położyli dwóch kolejnych bandytów. Szczególnie dobrze radził sobie Drimnor. Było tak do momentu, w którym został otoczony przez trzech bandytów. Stał nieruchomo z mieczem trzymanym oburącz, przyglądając się napastnikom. Spokojnie czekał, aż zaatakują. Nagle jeden z nich ruszył ku Drimnorowi wymachując nad głową maczugą. Widząc to podróżnik poczekał chwilę, a gdy przeciwnik zadał cios, zrobił unik półobrotem jednocześnie atakując z prawej strony uderzając w plecy przeciwnika, który zachwiał się, po czym padł martwy. Widząc to do ataku rzucili się pozostali, atakując z dziką furią, ale wędrowiec blokował każdy ich cios z łatwością. Gdy uznał, że ma już dość tej zabawy kopnięciem odepchnął jednego z przeciwników, po czym wyprowadził potężne pchnięcie prosto w jego brzuch, następnie obrócił się ku kolejnemu przeciwnikowi jednocześnie atakując ciosem z góry i uderzając wroga prosto w głowę. Vilian nie radził sobie gorzej, i w tym czasie zabił dwóch bandytów serią celnych ciosów. Po kilku chwilach bitwa zakończyła się, wszyscy bandyci nie żyli. Zginęło także trzech strażników i jeden został raniony.
-Dziękuje wam przyjaciele za pomoc. - powiedział dowódca strażników - Muszę pochować naszych poległych towarzyszy, po czym wyruszę do stróżówki powiadomić głównodowodzącego. Cóż, do miasta już niedaleko, wątpię by mogło się jeszcze coś złego panom przytrafić.
-Dziękujemy za ochronę, i współczujemy śmierci towarzyszy, pomoglibyśmy przy pochówku, ale czas nagli, a ja jeszcze dziś muszę byś w Zendar. - powiedział Drimnor, po czy odwrócił się i wyruszył wraz z przyjacielem w dalszą podróż...
CDN