Ruszyła konwersja forum! Przez ten czas wyłączyliśmy możliwość pisania nowych postów, ale po zalogowaniu się można pisać na chacie. Poniżej znajdują się też linki do naszej grupy Steam i facebooka, gdzie również będą ogłoszenia. Modernizacja forum powinna zakończyć się najpóźniej do wtorku.

Najnowsze newsy z naszej strony:


    Polub nasz profil na facebooku! oraz dołącz do naszej Grupy STEAM

    Autor Wątek: Kroniki Calradii  (Przeczytany 14149 razy)

    Opis tematu:

    0 użytkowników i 1 Gość przegląda ten wątek.

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #75 dnia: Stycznia 27, 2011, 16:16:08 »
    Przepraszam za długą nieobecność, ale niestety moje ferie zimowe wielkimi krokami zbliżają się ku końcowi, muszę zacząć czytać krzyżaków i skończyć ich przed końcem ferii (krótka książka, jutro rozpocznę czytanie :)), a w dodatku kończyłem inną książkę. Jakby tego było mało mój "wspaniały" internet radiowy nie reaguje za dobrze na deszcz i tym bardziej śnieg, więc zostałem od poniedziałku do wczoraj odcięty od internetu (do późnego popołudnia, no ale jest jeszcze warband i znajomi z klanu). W każdym bądź razie już wróciłem i oto opis "armii" rhodockiej.

    Rhodokowie nie posiadali zorganizowanej armii. Ich siłą wojskową byli łowcy i myśliwi. No ale skoro radzili sobie na polowaniach na wielkie górskie niedźwiedzie i na wilki, to czemu nie mieliby dać sobie rady z ludźmi?

    Łowcy
    Dość liczna część zajmującej się przede wszystkim myślistwem społeczności rhodockiej. Ich jedynym pancerzem były przepaski i stroje z niewyprawionych skór jeleni i rzadziej wilków. Do walki używali prymitywnej broni w postaci toporków i oszczepów z kamiennymi ostrzami i grotami, rzadko wykonanymi z brązu. Najwspanialsi z nich używali broni żelaznej. Było ich jednak bardzo niewielu i najczęściej dowodzili oni grupami Łowców. Poza tradycyjnym pancerzem Łowcy tatuowali swe ciała, wierząc, że uodparnia ich to na ból, co w pewnym sensie było prawdą, gdyż niełatwo było nawet im wytrzymać setki nakłuć i nacięć na skórze, a także straszliwego pieczenia wywołanego przez barwniki i często kończącego się zabójczym zakażeniem. Medycyna rhodocka była jednak na tyle rozwinięta, że tamtejsze choroby, nawet zakaźne nie stanowiły dużego zagrożenia.

    Wojownicy
    Dość rzadko spotykane oddziały, które w pewnym sensie można było nazwać armią. Do walki używali niewielkich żelaznych toporków, a chronili się niedużymi okrągłymi tarczami. Ich ciała chronione były przez pancerze ze skór wielkich górskich niedźwiedzi. Wojownikami zostawali łowcy, którzy zabili samotnie wielkiego niedźwiedzia. Mimo braku zaawansowanej broni jak na przykład swadiańskie miecze stanowili oni świetne wojsko doskonale radzące sobie w urządzaniu zasadzek.

    Leśni Zwiadowcy
    Niezwykle rzadko spotykani żołnierze stanowiący w pewnym sensie armię religijną. Służyli oni druidom i bronili najdalszych granic rhodockich lasów bardzo często wiele tygodni spędzając poza domem. W późniejszym okresie istnienia tych oddziałów pojawił się zwyczaj nakazujący zachować czystość Zwiadowcom, aby całkiem oddali się służbie lasu i nie rozpraszali się takimi rzeczami jak rodzina. Do walki na odległość używali łuków i włóczni do rzucania, a w zwarciu walczyli za pomocą kosturów zakończonych długimi, półmetrowymi, lekko wygiętymi ostrzami (coś jak naginata tylko znacznie krótsze). Jako pancerzy używali przepasek ze skór. Prawie całe ciała mają wytatuowane.

    Druidzi-Wojownicy
    Różnią się znacznie od zwykłych druidów, ponieważ są to zazwyczaj młodzi ludzie, którzy zamiast skupiać się na ratowaniu życia, skupiają się na jego odbieraniu. Różnią się także od wojowników, są bowiem znacznie mniej liczni, a do walki używają tylko noży o zakrzywionych, mających dwadzieścia centymetrów długości ostrzach. Jako zbroi używają długich, białych szat ozdabianych zielonymi malunkami przedstawiającymi najróżniejsze wzory zarówno geometryczne, jak i roślinne. Stanowią oni elitę "sił zbrojnych" Rhodoków. 
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 27, 2011, 19:17:20 wysłana przez kargul »

    Offline Gacek3000

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 333
    • Piwa: 0
    • Płeć: Mężczyzna
    • NIE dla ACTA!
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #76 dnia: Stycznia 27, 2011, 17:09:46 »
    [...]Rhodokowie nie posiadali zorganizowanej armii. Ich siłom wojskową byli łowcy i myśliwi. No ale skoro radzili sobie na polowaniach na wielkie górskie niedźwiedzie i na wilki, to czemu nie mieliby dać sobie rady z ludźmi?[...]

    Bardzo fajne opisy jednostek, jednak pozostaje pewien niedosyt (tak jak to ujął wesch). Czekam na kolejny rozdział.

    Offline wesch96

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1450
    • Piwa: 6
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #77 dnia: Stycznia 29, 2011, 12:37:55 »
    Dziś dopiero przeczytałem, bo w końcu ferię się rozpoczęły :)
    Opis zadowalający, lecz po takiej terapii (nie dałeś żadnego fragmentu przez tydzień) oczekiwałem na więcej, ale gdy teraz nam miarkujesz, zapewne na koniec otrzymamy wielkie wyjaśnienia i bitwy, nie chcę Ciebie przez to naciskać i zmuszać do tego abyś zrobił dużo, bo liczy się jakość a nie ilość co już nie raz udowodniłeś. Nie chcę abyś pracował pod presją otoczenia, żeby nadal historia była tak wspaniała, a nie żeby stała się gó****.
    Pozdrawiam i powodzenia w czytaniu "Krzyżaków".
    "Jeśli będziesz rozpamiętywał to co było, to możesz stracić z oczu to co jest"

    www.pustamiska.pl

    Offline Moczymord

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 525
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #78 dnia: Stycznia 29, 2011, 12:46:57 »
    Fajny opis czekam na następny podrozdział.
    PS. Mi ferie się dopiero zaczną 14 lutego (ale macie fajnie).
    « Ostatnia zmiana: Stycznia 29, 2011, 13:47:27 wysłana przez kacperro »
    Zbyt wysoka sygnaturka została usunięta. Tak w ogóle 450 pixeli to chyba nowy rekord

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #79 dnia: Lutego 24, 2011, 18:40:41 »
    Witam Wszystkich!!! Po prawie miesięcznej przerwie postanowiłem wreszcie ruszyć swój leniwy tyłek i chociaż spróbować coś wymyślić. Co z tego wyszło? To ocenicie Wy... jutro:). Ponieważ dziś muszę zamęczyć was kolejnym opisem armii, ostatnim potrzebnym do napisania opisu bitwy, który ujrzycie jutro ( nie mam określenia dla swojego lenistwa, jeśli tego jutro nie napiszę).
    A więc czas na opis Nordów...

    Dla odmiany zacznę od najpotężniejszych oddziałów bojowych, a raczej w dowolnej kolejności bo nie było lepszych i gorszych Nordów. Nordowie nie mieli zbyt różnorodnego wojska, gdyż wśród nich panowało proste przekonanie, że każdy powinien walczyć tym czym mu się podoba.

    Berserkerzy
    Nordowie, którzy mieszkali w górach Nordlandu i zajmowali się polowaniami na niedźwiedzie i wilki często za pomocą... własnych rąk.Nie uznawali czegoś takiego jak pancerz. Ich jedyną osłoną były przepaski na biodra. Liczyły się dla nich tylko szybkość i siła ataku, więc jak można łatwo się domyśleć byli niezwykle narażeni na ostrzał. Po Wielkiej Wojnie o Nordland pozostało ich zaledwie kilkuset.Walczyli za pomocą wielkich, oburęcznych toporów lub mieczy i tarcz. Siali śmierć i zniszczenie w szeregach wroga, a dzięki swej szybkości byli w stanie poruszać się dwa razy szybciej niż jakikolwiek inny oddział piechoty. Nie znali strachu i walczyli do ostatniego wojownika, tak jak nakazywał nordycki Kodeks Wojownika. Do walki używali czasem toporków do rzucania, którymi potrafili nawet zabić pędzącego w ich stronę na koniu jeźdźca.

    Mistrzowie Młota
    Potężni wojownicy, którzy wywodzili się z nordyckich ludów mieszkających w centrum Nordlandu. Ich ulubioną bronią jak mówi nazwa wojowników był młot dwu- lub jednoręczny. Nie zadawał on takich obrażeń jak topory czy miecze, ale wprawny wojownik potrafił roztrzaskać nim tarczę wraz z ramieniem przeciwnika. Najlepsi z tych wojowników słynących ze swej zdolności niszczenia pozycji wroga zdolni byli nawet do roztrzaskania ma drobny pył czaszki pędzącego w ich stronę konia. Potrzebna do tego była nadludzka siła i doskonałe wyczucie czasu, które oni niewątpliwie posiadali. W przeciwieństwie do berserkerów używali pancerzy w postaci ciężkich, doskonale chroniących kolczug i metalowych hełmów.

    Huskarlowie
    Najbardziej różnorodna jednostka nordycka. Huskarl posługiwał się do walki na dystans długim łukiem, kiedy wróg był bliżej używał toporków i oszczepów do rzucania, a gdy dochodziło do walki w zwarciu huskarl niszczył tarczę przeciwnika dwu- lub jednoręcznym toporem, albo zasypywał go gradem potężnych ciosów jednoręcznego miecza. Byli to bez wątpienia najbardziej wszechstronni wojownicy jacy chodzili po ziemiach Calradii, gdyż opanowali do perfekcji każdą dziedzinę walki. Ochronę zapewniały im duże, wypukłe, okrągłe tarcze i lżejsze wersje kolczug używanych przez Mistrzów Młota. Niekiedy nosili hełmy. Podczas wielkiej Wojny Sześciu Królestw (tak, mowa o tych z Warband'a :)) "ewoluowali" w elitarną piechotę siejącą postrach wśrod przeciwników.Stało się to jednak kosztem ich wszechstronności i mistrzostwa w każdej dziedzinie krwawego rzemiosła wojownika.

    Offline Hofiko

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 2329
    • Piwa: 20
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #80 dnia: Lutego 24, 2011, 18:46:32 »
    Cytuj
    którymi potrafili zabić pędzącego w ich stronę na koniu jeźdźca

    A widziałeś kiedyś jeźdźca pędzącego na piechotę? :)

    Oprócz tego dobre, nawet bardzo. Dziwi trochę nieobecność łuczników.
    Lepiej milczeć, narażając się na podejrzenie o głupotę, niż odezwać się i rozwiać wszelkie wątpliwości - Jarosław Kaczyński


    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #81 dnia: Lutego 24, 2011, 18:50:08 »
    Tak, też myślałem, że to bez sensu. Łuczników nie było, gdyż 90 procent huskarli używało łuków i przewyższało w strzelectwie nawet "zawodowych" łuczników Swadii.

    Offline wesch96

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1450
    • Piwa: 6
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #82 dnia: Lutego 24, 2011, 18:58:55 »
    Kolejny dobry, wzorowy opis jednostek, ale żadnej rewelacji, emocji, dosyć przewidywalne i mało oryginalne, ale liczymy, że akcja rozwinie się, czekamy :)
    "Jeśli będziesz rozpamiętywał to co było, to możesz stracić z oczu to co jest"

    www.pustamiska.pl

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #83 dnia: Lutego 24, 2011, 19:01:45 »
    Bardzo podobał mi się opis jednostek Nordów. Czekam na jutrzejszy opis walki. :)
    Pozdrawiam
    Theoden.

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #84 dnia: Lutego 25, 2011, 17:15:32 »
    Witam Wszystkich po raz kolejny. Dziękuję za komentarze. Przy okazji, Wesch, przepraszam, że nie napisałem swojego zdania na temat twojej opowieści, ale dopiero dziś pierwszy raz w ogóle spojrzałem na informacje na temat wiadomości do mnie wysłanych:). Zrobię to jednak jutro, gdyż za chwilę muszę kończyć. Mam nadzieję, że twe miłosierdzie wytrzyma kolejny dzień zwłoki z mojej strony:).


    Opowieść o Delaronie

    Cz. III
    Rozdz.I


    cz.III "Pole Zagłady"

    Delaron wciąż zastanawiał się nad tym, w jaki sposób Waegarzy wiedzieli o tym, że przygotował pułapkę. Musiał myśleć szybko, gdyż wielka bitwa zbliżała się wielkimi krokami. Cały czas myślał o tym, czy jego przypuszczenia na temat zdrady są prawdziwe. Ostatecznie stwierdził, że nie ma na to jakichkolwiek dowodów i, że znacznie bardziej prawdopodobny był błąd jego zwiadowców i szpiegów w Khudan. Wtem jednak coś wyrwało go gwałtownie z zamyślenia. Był to potężny, niezwykle głośny odgłos waegarskiego rogu wojennego. Słychać go było na całym polu bitwy. Jego dźwiękowi towarzyszył silny podmuch wiatru, przez który zdawać się mogło, że to właśnie ten potężny huk "przygniótł" to ziemi nieliczne łany zbóż, zioła i trawy. Dźwięk ten natychmiast przypomniał Delaronowi co właściwie tu robi. Natychmiast ruszył w stronę swych dowódców. Był już pewny tego co ma zrobić. Gdy tylko się do nich zbliżył ogłosił stanowczo, że zamiast zabawy w bieganie po lasach wypowie wrogowi walną bitwę. Przez chwilę wszyscy patrzyli na niego ze zdziwieniem, sądząc, że postradał zmysły. Ciszę przerwał jego donośny głos niosący na lekkim wietrze kolejne rozkazy. Delaron miał prosty plan. Mówiąc o wycofaniu wojsk z lasu chodziło mu wyłącznie o Nordów. Rhodokowie mieli za wszelką cenę bronić boru przed przeciwnikiem i odciągać jego uwagę, gdyż Delaron miał zamiar przeprowadzić przez niego swą dzielną kawalerię. Miała ona oflankować przeciwnika przechodząc przez las za pomocą wcześniej przygotowanych dróg i przejść. Nordów Delaron ustawił tak jak wcześniej kawalerię, na flankach. Gdy wszystko było gotowe, w stronę obozu ruszył Khergicki zdrajca służący Waegarom. Jechał on na białym rumaku, w ręku trzymając niewielki skrawek papieru, a na plecach duży, oburęczny miecz. Wyglądem nie różnił się od innych Khergitów.

    Gdy dotarł do Delarona i jego dowódców rzucił na ziemię miecz, a list dał słudze rycerza. Delaron nie słuchał tego, co czytał jego służący, po części dlatego, że doskonale wiedział co to było. W liście była mowa o wyzwaniu na harce najznamienitszych wojowników Delarona przez najwspanialszych Waegarskich wojowników. Nie było tam jednak wyzwania od ich władcy. Delaron zajęty był jednak czym innym. Patrzył na pięknie zdobiony miecz, który wydawał się mu dziwnie znajomy. Był to bogato zdobiony oburęczny brzeszczot o  niemalże błękitnym ostrzu. Wtem Delaron rozpoznał go i wielka żałość połączona z żądzom zemsty ogarnęła jego umysł i ciało. Był to Kardulas, miecz Moltara zabitego przez dowódcę strażników pod Wąwozem Śmierci. Ruszył natychmiast na środek przyszłego pola bitwy u boku mając swych przyjaciół. Wśród nich znajdował się także żądny zemsty Aldarian, wraz ze swym łukiem, Nailmirem. Gdy dotarli na miejsce ujrzeli trzech rosłych wojowników stojących naprzeciwko. Delaron natychmiast ruszył w kierunku rozpoznanego błyskawicznie dowódcy strażników.

    Z Kardulasem w dłoni ruszył w kierunku przeciwnika równym krokiem.Wróg nie zamierzał jednak czekać na walkę w zwarciu. Zamiast tego począł strzelać do idącego w jego kierunku wojownika. W oczach Delarona dojrzeć można było żądze krwi, krwi tego właśnie przeciwnika. Wszystkich zadziwił refleks Delarona. Unikał on każdego pocisku wystrzelonego z łuku przeciwnika z niezwykłą wprost łatwością. Gdy był już kilka metrów od wroga chwycił Kardulasa w obie ręce i począł biec. Widząc, że łukiem nic nie zdziała Weagar chwycił oburęczną szablę, którą nosił na plecach. Już po chwili rozgorzała straszliwa walka. Delaron zadawał błyskawiczne cięcia i pchnięcia, z których o dziwo żadne nie trafiło w ciało doskonale broniącego się wroga. Delaron od razu pojął, że nie będzie to łatwa walka. Wiatr się wzmagał, słońce zbliżało ku zachodowi, a po walczących wciąż nie można było dostrzec zmęczenia, czy zwątpienia w zwycięstwo. Teraz to Darwyt rozpoczął natarcie. Było ono jednak krótkie, gdyż Delaron niemal natychmiast rozpoczął kontratak. Walka wydawała się nie mieć końca. W pewnym momencie doszło do czegoś, co o mało nie spowodowało załamania się wojsk Unii. Kiedy Arianda i Alderian dobijali swych przeciwników, Darwyt zadał potężny cios swą szablą, który dosięgnął piersi Delarona rozpruwając kolczugę i poważnie raniąc rycerza. Wydawało się, że przeciwnik postąpi honorowo i ustąpi, dopóki Delaron nie wstanie, ten jednak zamiast tak uczynić zadał kolejny cios tym razem w plecy rycerza. Wydawało się, że to już koniec. Waegar odwrócił się i myśląc, że już zwyciężył uniósł w górę obie ręce dziękując Waldirowi za zwycięstwo. Mylił się jednak. Gdy tylko to uczynił, wciąż przytomny ale poważnie ranny Delaron podniósł się z ziemi i uderzył przeciwnika rękawicą, by się odwrócił. Zdziwiony wojownik zrobił to i aż krzyknął ze zdumienia. W jego oczach pojawił się strach. Nie zdążył nawet unieść miecza, gdy ostrze tym razem Daliara uderzyło w jego szyję, skracając go tym samym o głowę. Armia Unii wydała z siebie radosny okrzyk, podczas gdy Waegarzy łamiąc jakiekolwiek zasady Kodeksu Wojownika ruszyli do szaleńczego ataku. Był to ich największy błąd.

    Delaron upadł i stracił przytomność. Natychmiast podbiegli do niego Aldarian wraz z Ariandą, a także Ulfarn i Kaldmor wraz z Galdhornem. Niemal natychmiast otoczyła ich cała masa wrogów. Wojska Unii nie stały jednak biernie, i gdy tylko zauważyły co się dzieje ruszyły na ratunek dowódcy. Z lasu wybiegli niczym stado wilków głodni Waegarskiej krwi Rhodokowie, wrogów błyskawicznie otoczyła swadiańska kawaleria, a Nordowie dopadli już do pierwszych szeregów przeciwnika siekąc wrogów bez litości. W czasie kiedy Konnica Delarona miażdżyła łuczników Waegarów nie okazując litości, jego towarzysze nie pozwolili wrogom choćby spojrzeć na przyjaciela. Kto tylko spróbował się zbliżyć natychmiast upadał ze strzałą Aldariana albo Kaldmora w głowie. Wróg tracił już cierpliwość i po prostu zaatakował. Rozpoczęła się rzeź, jednak nie Rycerzy Unii, tylko Waegarów. Galdhorn swym potężnym, oburęcznym toporem siekł bezlitośnie wszystkich najbliższych wrogów odcinając im głowy i niemalże przecinając wpół. Arianda swymi sztyletami sprawnie kładła wrogów za pomocą setek celnych cięć. Aldarian wraz z Kaldmorem kładli wszystkich znajdujących się naokoło wrogów tworząc w ten sposób wielki okrąg waegarskich trupów. Ulfarn także nie ustępował towarzyszom ze wszystkich sił atakując przeciwników swym jednoręcznym ostrzem. Wrogów jednak nie ubywało. Wprost przeciwnie, było ich coraz więcej,a okrąg wokół Delarona i jego przyjaciół coraz bardziej się zawężał.

    Mimo złej sytuacji Delarona i innych dowódców, bitwa wydawała się zbliżać ku końcowi. Kawaleria już ponad godzinę temu wysiekła do nogi waegarskich łuczników, Nordowie na prawej flance napierali na wroga ze wszystkich sił zażynając kolejnych przeciwników, a Sandarianie i Swadianie jak jeden mąż spychali wroga do lasu, gdzie kończyli z nim pozostali w odwodzie rhodoccy łowcy. Coraz więcej wrogów się poddawało, a gdy zginęła już ponad połowa Waegarów przy stratach Unii wynoszących zaledwie swa i pół tysiąca rannych i tysiąc martwych dowódcy kawalerii Swadian zadęli potężnie w rogi zwycięstwa. Jedynie Ranthertion nie cieszyli się, wciąż wzrokiem szukając swego pana. Gdy wydawało się, że Delaron poległ na całym polu bitwy słyszeć się dało potężny odgłos rogu. To Delaron resztkami sił zadął w swój pozłacany róg wojenny. Ranthertion natychmiast dojrzeli dowódcę wraz z przyjaciółmi otoczonego pozostałymi przy życiu, nieustępliwymi Waegaarami. Doszło wtedy do prawdziwej masakry. Sześciuset zaledwie Ranthertion zaszarżowało z pełnym impetem wbijając się w dwa tysiące wrogów i zmiażdżyło ich nie szczędząc nikogo.

    Delaron wraz z towarzyszami przetrwał tylko dzięki temu, że znajdowali się w sporym dole w ziemi o stromych ścianach, a Waegarowie bali się zeskoczyć i schodzili powoli małymi grupkami. Ci którzy postanowili skakać łamali sobie nogi i ginęli z rąk mężnych przeciwników. Bitwa zakończyła się pełnym zwycięstwem Unii. Po obu walczących stronach były straty, jednak armia unii miała na sam koniec łącznie pięć tysięcy rannych i tysiąc trzysta zabitych, podczas gdy straty Waegarów wynosiły pięć tysięcy rannych, prawie czterdzieści tysięcy martwych i piętnaście tysięcy w niewoli. Zwycięstwo Unia zawdzięczała nie tylko lepszemu wyszkoleniu i uzbrojeniu,ale przede wszystkim głupocie Waegarów, którzy nie tylko nie słuchali dowódcy, ale w dodatku byli przez niego przekonywani do samobójczego ataku.


    CDN
    « Ostatnia zmiana: Lutego 25, 2011, 21:39:18 wysłana przez kargul »

    Offline Moczymord

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 525
    • Piwa: -2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #85 dnia: Lutego 26, 2011, 09:39:53 »
    Zauważyłem jedną literówkę czyli "swa" chyba chodziło o dwa. A tak to opowieść dość fajna. Czekam na następny :)
    Zbyt wysoka sygnaturka została usunięta. Tak w ogóle 450 pixeli to chyba nowy rekord

    Offline wesch96

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 1450
    • Piwa: 6
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #86 dnia: Lutego 26, 2011, 12:47:43 »
    Czytałem, ale szczerze to oczekiwałem na lepszy opis walki, ten był dosyć spokojny, nie trzeba się było niczym przejmować, uspokajałeś każdym zdaniem. Część taktyczna walki, też uboga, ale cóż przeczytałem, może być, ten rozdział nie należy do najlepszych.
    Pozdrawiam
    "Jeśli będziesz rozpamiętywał to co było, to możesz stracić z oczu to co jest"

    www.pustamiska.pl

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #87 dnia: Lutego 26, 2011, 19:29:38 »
    Hmm zgadzam się z tobą Wesch, ponieważ ja sam chciałem, żeby walka była taka "łagodna" i szybka, ponieważ mam swój powód, który dotyczy następnej bitwy, która zakończy się... nie powiem jak:).

    Offline kargul

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 51
    • Piwa: 2
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #88 dnia: Lipca 11, 2011, 21:07:33 »
    Cóż, jeśli się nie mylę minęło już około pół roku (120 dni, jak twierdzi czerwony napis który ukazał się mi nad postem), odkąd byłem na forum ostatni raz, nie licząc, zaglądania do działu o modach. No więc postanowiłem kontynuować opowieść, a konkretniej zacząć nową. Nie będę dłużej gadał tylko od razu umieszczę tu przygotowany wcześniej prolog.

    "Kroniki Calradii Tom II - Kroniki Zendar"


    Prolog

       Słońce powoli wschodziło nad Zendar. Miasto zaczynało budzić się do życia, mieszkańcy wychodzili na ulicę by porozmawiać, coś zjeść, i dowiedzieć się czegoś ciekawego od wędrownych kupców. Tak było codziennie. Mimo to ta "rutyna" odpowiadała mieszkańcom miasta. Cieszyli się każdym dniem życia, mimo iż niemalze każdy był taki sam. Cieszyli się, bo byli Wolni. Nie wiedzieli dlaczego cesarz Gildor III dał im ten niezwykły, bezcenny przywilej. Wiedzieli to tylko mnisi z klasztoru, i miejski konstabl - Herek.
       Zendar było bardzo dużym miastem, zbudowanym na planie prostokąta. Otoczone było wysokim murem z jasnoszarego kamienia. Domy w Zendar stały w równych rzędach na całej długości i szerokości miasta. Były dwupiętrowe, zbudowane z cegły. W każdym mieszkały trzy rodziny, po jednej na piętrach i jedna na parterze. Przez środek miasta biegły dwie, szerokie, brukowane drogi. Zaczynały się przy kazdej z czterech miejskich bram, a spotykały się w samym centrum miasta - rynku. Na jego środku stał ogromny posąg -Delarona, bohatera Calradii, jak twierdzili znawcy Kroniki. Na samym rynku kwitnął handel. Sprzedawcy wystawiali swe towary na licznych, kolorowych straganach. Oprócz tego na rynku znajdowała się także arena - centrum miejskiej rozrywki, warsztaty rzemieślnicze, wielka, kamienna siedziba konstabla i klasztor Braci Kronikarzy, prowadzących bibliotekę, i zajmujacych się medycyną. Zendar znane było w całej Calradii jako wielki raj dla kupców. Było przystankiem i głównym celem dla większosci karawan.
       Mimo, iż na ulicach wciąż było cicho, to w klasztorze gwar, krzyki i wrzaski nie pasujące wogóle do tego miejsca słychać było już od poprzedniego wieczora...
    - Nie lenić się!!! Musimy znaleźć tę księgę!!!
    Osobą, która wydawała te potworne krzyki był ojciec Maurycy, mnich z pobliskiego klasztoru, zajmujący się biblioteką. Był bardzo młody, jak na mnicha, miał zaledwie dwadzieścia osiem lat. Wszyscy mówili na niego "ojcec Maurycy" ale on wolał, gdy nazywano go po imieniu. Tego dnia był niezwykle zdenerwowany. Ofiarami jego wrzasków, byli jego pomocnicy. Od poprzedniego dnia szukali pewnej księgi.
    -Ruszajcie sie szybciej, jeśli nie zdążymy, sprowadzimy hańbę na całe miasto!!!
    -Dobrze, ojcze Maurycy.
    -Nie zdążymy, napewno nie zdążymy, już po honorze miasta i moim, ba całego klasztoru. -rozpaczał
    Wtem zza jednego z największych regałów rozległ się okrzyk radości.
    -Mam, znalazłem!!! - krzyczał niewysoki chłopiec
    -Co?! Niemożliwe!!! Alvirze de Nalsij, jeśli mnie okłamujesz to...
    -Czy ja cię kiedyś okłamałem, Maurycy?
    -Dobrze, pokarz gdzie ta księga.
    -Tam, na górze.
     Wskazywał na ogromną, okutą księgę, zatytuowaną "Cronis des Calradis ils II, Cronis des Zendari" , co w języku starocalradyjskim oznaczało "Kroniki Calradii tom II, Kroniki Zendar"
    Mnich był niezwykle szczęśliwy "cesarz, będzie zadowolony"- myślał.
          Nagle drzwi biblioteki się otworzyły, i wszedł do niej orszak zbrojnych, z postawnym rycerzem na czele.
    -Jestem sir Goldwir z dworu cesarza Gildora III. Przybyłem po księgę, o ktorą prosił cesarz. - powiedział rycerz
    -Oczywiście, tutaj jest. - mówił zdenerwowany Maurycy
    -Proszę.
    -Dziękuję bardzo mnichu. Dobrze, czas nagli wyruszamy.
    -Poczekaj proszę, panie, czy mógłbyś zabrać ze sobą tego oto chłopca? Przydałby ci się dodatkowy pachołek, a ten tutaj nie zna świata poza Zendar. Opiekuję się nim od dawna, nauczyłem go nawet starocalradyjskiego. Na imię ma Alvir.
    -Hmm, Alvir? A na nazwisko?
    -De Nalsij, panie - powiedział Avir osobiście
    -Alvir de Nalsij.
    -De Nalsij? Hmm, interesujace. Dobrze, wezmę go ze sobą, rzeczywiście przydałaby mi się dodatkowa służba. Szykuj się więc chłopcze, wyruszamy jutro o świcie.
                   Alvir był niezwykle szczęśliwy, że zobaczy dwór samego cesarza, wprost nie mógł w to uwierzyć. Następnego dnia wstał wcześnie rano, nie mogąc spać ze szczęścia. Gdy wyruszyli, liczył na podróż pełną przygód, była ona jednak  długa i nudna. Pewnej nocy, we śnie Alvir wspominał wszystkie wydarzenia zawarte w Kronice, które znał niemalże na pamięć...

    CDN
       

    Offline Theoden

    • Użytkownik
    • Wiadomości: 309
    • Piwa: 2
    • Płeć: Mężczyzna
    Odp: Kroniki Calradii
    « Odpowiedź #89 dnia: Lipca 11, 2011, 21:55:31 »
    Hmmm.... Po pierwsze, o wiele, wiele, wiele lepiej piszesz ode mnie, po mimo paru literówek (chodzi o niektóre słowa, brak polskich znaków) ale to szczegół. Bardzo podobał mi się prolog :). Oczekuję na ciąg dalszy. ;)

    Pozdrawiam
    Theoden.