Wielkie dzięki za radę. Postaram się robić tak jak napisałeś, bo jak przeczytałem przytoczony przez Ciebie fragment rzeczywiście zabrzmiało to lepiej. Jeszcze raz dziękuję. Aha i data kolejnego podrozdziału już prawie pewna, będzie to jutro wieczorem lub w sobotę po południu. Dziękuję wszystkim za komentarze i za rady. Aha no i postanowiłem dodać coś do kultury Swadian, czyli krótkie wzmianki o religii, a także jak mniej więcej dzielił się rok Swadiański.
Swadianie po rozpadzie plemienia Sandarian szybko założyli spójne i silne państwo, głównie dzięki pomocy zaprzyjaźnionych z nimi plemion i rodu Vaegirów. Rok Swadiański wyglądał zupełnie inaczej niż nasz. Rok w języku Swadian to Paldr, czyli cykl. Liczył on równo trzysta sześćdziesiąt dni. Dzielił się on na cztery części liczące dziewięćdziesiąt dni każda. Wszystkie części Swadianie nazywali po prostu Vir, czyli "ćwierć", ale poza tym każda część miała swoją własną nazwę.
Pierwszą była część o nazwie Ar Salwir, co znaczy dosłownie "początek życia". W tym czasie zaczynały się pierwsze rytuały godowe swadiańskich koni, a także zaczynano przygotowywać się do Wielkich Zbiorów Chmielu na początku części Ar Falwir, czyli naszego odpowiednika lata.
Ar Falwir można tłumaczyć na dwa sposoby :
pierwszy to "początek zbiorów", ponieważ rozpoczynano w tedy zbiory chmielu,
drugi to "początek słońca", ponieważ Swadianie wierzyli, że właśnie w tedy słońce z największą mocą obdarowuje ich swoją życiodajną mocą.
Kolejną częścią jest Ar Talwir, czyli "początek śmierci". W tym czasie drzewa i rośliny zrzucały liście i obumierały, a ludzie i zwierzęta nawiedzani byli przez liczne choroby i zarazy. W tedy Swadianie składali modły do Jedynego prosząc go o błogosławieństwo, jak najdłuższe zbiory, a także o zdrowie dla ludzi i zwierząt, a przede wszystkim koni.
Ostatnią częścią cyklu jest Ar Galwir, czyli "początek chłodu". W tym czasie konie Swadian osiągały wiek pozwalający im na rozpoczęcie treningu w specjalnych, wielkich halach, a chłód powodował opady śniegu. Swadianie modlili się w tedy o to, by nie uświadczyli głodu, by ich konie były najwspanialsze, i by życie jak najszybciej wróciło do Calradii.
Rok dzielił się na dwanaście trzydziestodniowych miesięcy. Każdy z nich miał nazwę w starocalradiańskim języku, przez co nie mogli ich rozumieć nawet Swadianie. Miesiąc w języku Swadian to "Larnw" czyli część. Swadiańskie miesiące to : Larnw Mirw, Larnw Palb, Larnw Lib, Larnw Firwm, Larnw Tieriw, Larnw Olis, Larnw Dirw, Larnw Ariw, Larnw Griw, Larnw Zirw, Larnw Cibwil i Larnw Ilwir.
Nazwa każdego z miesięcy składa się z dwóch słów. Przez wieki Swadianie zdołali przetłumaczyć jedynie słowo Kalwdir, czyli Larnw w ich języku. Drugiej części nazwy nigdy nie przetłumaczono.
Każdy z miesięcy dzielił się na trzy dziesięciodniowe tygodnie. Każdy tydzień miał swoją nazwę, która powtarzała się co miesiąc. Pierwszy nazywał się Rilwmir, czyli dosłownie "pierwszy".
Drugi zwał się Tilwmir czyli, "środkowy",
a trzeci zwał się Uilwmir, czyli "ostatni".
Każdy z nich składał się z dziesięciu dni, których nazwy powtarzały się co tydzień. Tak samo jak nazw miesięcy nie udało się ich przetłumaczyć. Były to : Alw, Malw, Zalw, Galw, Palw, Balw, Calw, Olw, Volw i Tolw. Ostatnie trzy dni miały nazwy różniące się budową od pozostałych. Były to dni odpowiadające naszemu weekendowi. Dni te były wolne od pracy.
W kalendarzu Swadian nie brakuje świąt. Jest ich tak wiele, że nie dałoby rady wymienić wszystkich, dlatego też wymienię i opiszę jedno, najważniejsze. Było to święto Jardwir Kars, czyli "święto koni". Odbywało się ona dnia Olw, tygodnia Uilwmir, miesiąca Larnw Ilwir, części Ar Galwir, czyli w ostatnich dniach naszej zimy, kiedy nie było już śniegu. Wtedy przez wielką, centralną ulicę każdego swadiańskiego miasta przechodziła parada składająca się z jeźdźców i koni, które zakończyły szkolenie. Przewodzili im najwięksi weterani i wodzowie. Najhuczniej świętowało oczywiście Praven, gdzie paradzie przewodniczył sam Lord Garenhold, a po zakończonej wojnie Delaron i jego potomkowie. Tego dnia na rynku pojawiały się stragany z pięknymi wyrobami rzemieślników. Największy wybór mieli jednak wojownicy, bowiem kowale, płatnerze, a także moc innych rzemieślników handlujących ekwipunkiem sprzedawali swe wyroby. Był to jedyny dzień w którym żołnierze mogli kupić ekwipunek. Co roku dostawali w tym celu od dowódców po pięćset monet, a świeżo wyszkoleni rekruci, których nie było wielu po tysiąc monet. Na straganach można było zobaczyć najwspanialsze siodła, miecze, tarcze, zbroje i wszelkiej maści inny ekwipunek, o którym niektórzy mogli tylko pomarzyć. Liczne wyroby nie były na sprzedaż, gdyż rzemieślnicy po prostu chcieli się pochwalić swymi umiejętnościami. Tego dnia nie brakowało także handlarzy najróżniejszymi dobrami i straganów ze świeżymi owocami, warzywami i przede wszystkim piwem z wiosek. Ludzie z pobliskich osad pędzili do miasta jak szybko się dało jeszcze na długo przed świętem, by zająć miejsca na stragany ze swymi towarami. Nie brakowało także rozrywki. Na arenach najzdolniejsi wojownicy na ochotnika walczyli z dzikimi zwierzętami. Jeśli wygrali, wychodzili jako bohaterowie i otrzymywali wiele wspaniałych darów. Jeżeli przegrali, ... no cóż lepiej żeby nie przegrywali, bo kończyło się to rożnie. Oprócz oglądania walk ze zwierzętami można było obejrzeć liczne pojedynki, w których wojownicy walczyli o nagrodę, a także często o serce ukochanej. Walki te prawie nigdy nie kończyły się śmiercią walczących, gdyż prowadzono je do "pierwszej krwi", a walczono prawie całkiem tępymi mieczami. Zasady były proste. Atakować można było jedynie korpus przeciwnika z bezwarunkowym zakazem zadawania pchnięć. Oprócz walk ludzie mogli wysłuchiwać opowieści i pieśni bardów, opowiadających o miłości, zdradach, wojnach, odwadze i o śmierci. No i oczywiście nigdy nie brakowało piwa, które sprzedawano prawie wszędzie. Mimo to było ograniczenie picia, by zapobiec walką i chaosowi. Każdy mężczyzna mógł wypić najwyżej trzy kufle piwa, a kobieta najwyżej jeden duży kufel, odpowiadający jednemu i połowie zwykłego. Nie powinno dziwić, że wielką popularnością cieszyły się nocne spotkania w karczmach. Święto kończyło się toastem za nowych, wspaniałych wojowników i ich konie.