Dzięki wszystkim za grę...
Małe podsumowanie
No cóż, po meczu mam pewien niedosyt. Mimo remisu na zwykłej mapie, z normalnymi frakcjami dostali ostro po pupci i gdyby nie nasze rozluźnienie i czasami spięcie po tym, że przegraliśmy Khergitami na Ruined Fort myślę, że można było ich bardziej pociągnąć. Ale mimo remisu ja uważam ten mecz za wygrany, z trzech powodów: 1. Nie wystawiliśmy najmocniejszego składu 2. Graliśmy przeciwko najlepszym graczom pochodzących z najlepszych klanów, czyli 22nd, Cor i Einharjaru 3. Wygraliśmy na normalnej mapie, grając normalnymi frakcjami. Ta pierwsza runda i tak była sukcesem, nigdy wcześniej nie graliśmy chanatem i nie traktowaliśmy tej frakcji poważnie, stąd taki wynik plus to, że nie mieliśmy żadnego fachowego strzelca w grupie (8v8 to jednak zły pomysł). Twierdziliśmy, że to była loteria i tak się stało. Co do Ruins. Jakby nie to rozluźnienie i gra naszej konnicy w drugiej rundzie myślę, że spokojnie byśmy ich rozjechali do zera, okazali się bardzo słabą nacją i tak naprawdę uratował ich Chanat. I właśnie po pierwszej rundzie na ruined fort chyba za bardzo chcieliśmy wygrać i za bardzo byliśmy spięci... dzięki temu popełnialiśmy zbyt dużo błędów (pieprzony Chanat:P). I jeszcze ten ping... no, jednak ciężko się gra z drużyną, która ma ping od 0 do 20. A my od 50 do 250:P Co do gry piechoty, zrobiliście kawał dobrej roboty. Jak graliście grupa na grupe to oni dostawali po pupci. Nie wspomogliśmy Was jako konnica i stąd mam troche żalu do siebie, bo gdybyśmy byli bardziej efektywni to spokojnie moglibyśmy grać o wynik 8:2 lub 9:1. Ale cóż, każdy może mieć złe dni, spróbuje sam się wziąć za siebie plus porozmawiać z naszą konnicą i będzie dobrze. Naszym małym problemem był brak strzelców, ale coś za coś, bo albo liczymy na piechotę albo na strzelców. Doskonale było wiadome, że oni będą dysponować bardzo dobrymi strzelcami, więc nie chciałem ryzykować pojedynku snajperów. Postawiłem na piechotę i jak się okazało, opłaciło się. Dwie rzeczy dadzą nam wygrać następne mecze, pierwsza to brak nerwów i spięcia, a druga to brak rozluźnienia. Po prostu mamy grać swoje. Co do mojego dowodzenia, faktycznie było mało precyzyjne, ale mnie też trochę zjadła atmosfera poddenerwowania. Na Ruined Fort przegraliśmy 5:3, ale to jest akurat mało ważne, najważniejsze, że pociągnęliśmy ich na Ruins 6:4 i analizując ich wygrane to mieli w 2 rundach naprawdę dużo szczęścia, ale cóż zdarza się. Jeszcze raz powtarzam, na następnych meczach powinniśmy grać swoje i nie wprowadzać napiętej atmosfery, wtedy damy radę z każdym. Jeszcze jeden mały błąd logistyczny popełniliśmy, nie powinniśmy grać na początku z jedną z najlepszych nacji w turnieju, stąd te nerwy. Teraz kolejne mecze, pierwszy z Turkami, mam nadzieje, powtórze to kolejny raz, że po prostu zagramy swoje, tak jak w klanie.