Rok 1410,parne,czerwcowe popołudnie. Geralt,słynny watażka mający pod rozkazami 25 "rezunów" jechał konno wolnym tempem przez las zmierzając do swej kryjówki(w której chciał schować złoto z splądrowanej wioski) w Jastrzębich Górach. Żołnierze śpiewali wesołe wojskowe piosenki i rozmawiali o przyszłych rozbojach. Geralt mający przy sobie swego najlepszego żołnierza,"gwardię przyboczną", doświadczonego choć okrutnego zabijakę Sorokę,spoglądał w niebo po którym latały wrony,strasznie kracząc.
-Zły znak -powiedział Geralt.
-Masz rację.Kraczą nad nami jak nad padliną. Jak myślisz,gdzie teraz jest Rachwelt? -odparł Soroka.
-Nie mam pojęcia,i to mnie przeraża. Spaliliśmy jego wioskę,wymordowaliśmy chłopów i napiliśmy ich głowy na płot. On żyje teraz zemstą,pragnie krwi. Naszej krwi...
-Ukryjemy się w lesie i przeczekamy burzę?
-Nie,Rachwelt rozpuści zwiadowców i jeśli nas nie znajdzie, raczej wypali lasy niż zaniecha pościgu.
-Jakie rozkazy?
-Ciągła gotowość i czujność...
Świst! Ciepła krew trysnęła na twarz Soroki.
-Dostałem w ucho! Kusznicy! Naprzód!
Ptactwo było świadkiem niesamowitego widowiska. 26 jeźdźców wyjechało z lasu na polanę,zatrzymali się,zsiedli z koni i utworzyli ciasne koło. Każdy z wojowników był chroniony przez ciężką zbroję i uzbrojony w długie dwuręczne miecze,kusze oraz topory. A byli to straszni wojownicy,ogromni,masywni,siłą równi turom. Z drugiej strony pędziła chmara tatarskich mołojców,liczna niczym orda. Prowadził ją rycerz jadący na ogromnym koniu,podobnym do żubra. Nagle w powietrzu rozległ się dźwięk piszczałki i chorda runęła na krąg pancernych rycerzy. Wyspa przeciw morzu,taka była różnica wojsk. Lecz wojownicy Geralta nie szukali ratunku.Oni pragnęli pomsty,krwi,postanowili drogo oddać swe życia. Cięcia ich mieczy i toporów były nadludzkie.Zlani krwią wrogów,oszalali ze wściekłości,z okrzykiem na ustach rzucali się w pojedynkę na całe gromady. Powalali jeźdźców i konie,rozcinali ich na pół,rozrąbywali głowy.Soroka z pianą na ustach gromił najtęższych wrogów,gasił dusze ludzkie.Jego wielki topór co chwila spadał w mrowię wrogów,robił krwawe bruzdy w ich szeregach. Rachwelt(on to bowiem był dowódcą tatarów) myślał że ta garstka straceńców wytnie w pień jego doborowy oddział,więc chcąc się ratować spiął swego rumaka ostrogami i pognał w stronę lasu. Jednak baczny na wszystko Geralt chwycił kuszę Soroki i ubił konia pod Rachweltem,po czym formując klin,runą w samobójczym ataku na tatarską ordę chcąc zabić Rachwelta. Krwawe olbrzymy rozdarły tatarów i rozpoczęła się rzeź.Tatarzy zaczęli się poddawać lecz litość zamarła wtedy na ziemi. Padły ich setki,ranni z odciętymi kończynami wykrwawiali się jęcząc z bólu. Geralt z Soroką dogonili Rachwelta na skraju lasu,lecz zdradliwy tatar wyciągną małą,ukrytą kuszę i strzelił do rozpędzonego Geralta...
Geralt zamarł w bezruchu,jego mózg na chwilę przestał normalnie pracować,lecz po chwili dotarło do niego co się stało. Wierny Soroka zasłonił swym ciałem Geralta,przyjmując bełt w brzuch i upadając rzucił swój topór w Rachwelta. Trafił w głowę. Rachwelt padł,brocząc krwią z roztrzaskanej czaszki.Geralt uklękną przy konającym przyjacielu.
-To zaszczyt ginąć przy twoim boku,panie-powiedział z trudem Soroka.
-Nie,zaszczytem jest żyć przy twoim.
Oczy Soroki uciekły wgłąb czaszki a posieczony po twarzy Geralt padł martwy na ciało przyjaciela...
Żołnierze Geralta bezpiecznie wrócili do kryjówki,zabrali z niej złoto które oddali(po połowie) rodzinie dowódcy i Soroki.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Inspirowałem się mistrzem pióra,Henrykiem Sienkiewiczem.